ODKRYWANIE PRAWDY C. D.

Jak wskazano w poprzednim odcinku obecna epidemia, oprócz znaczącej destrukcji zdrowia ludzi, życia społecznego i gospodarczego demaskuje słabości dotychczasowego sposobu życia ludzi we wszystkich właściwie jego wymiarach. Dzisiaj kilka zdań na temat wybranej w Polsce strategii obrony i potraktowaniu ludzi wierzących.

Nie ulega wątpliwości, że Szumowskiemu, biskupom i części prezbiterów udało się to, co nie udawało się komunistom przez dziesiątki lat okupacji Polski – wyrzucić ludzi z Eucharystii. To jest fakt, z którego przyjdzie się rozliczyć. Bajdurzenie o transmisjach Mszy św., jako rozwiązaniu zastępczym można wciskać ignorantom (pewno jest ich w Polsce sporo – wynik takiego a nie innego duszpasterstwa a ostatnio też bredzenia niedouczonych dziennikarzy). Nadmienię jedynie, że istnieje istotna różnica między realną obecnością Chrystusa w Eucharystii a jej wirtualnym przeżywaniem i żadne stawanie, siadanie, czy klękanie przed telewizorem niczego tu nie zmieni.  

Więcej, moim zdaniem istnieje rozwiązanie, które w najmniejszym stopniu nie podważa stosowania radykalnej strategii walki z epidemią (polegającej na wykluczeniu niebezpiecznych kontaktów między ludźmi) z możliwością uczestnictwa tych, którzy chcą, w Eucharystii, przynajmniej niedzielnej. Należy sobie uświadomić charakter prowadzonego dotąd w Polsce duszpasterstwa, które nazwać można „ceglano-betonowym”. Było to duszpasterstwo nastawione na budowę kościołów i różnych pomieszczeń pomocniczych. Zasoby Kościoła katolickiego w Polsce w tej materii nie są małe. W związku z taką sytuacją istnienia dużych najczęściej pomieszczeń, z powodzeniem można było przyjąć jako rozwiązanie epidemiczne, propozycję abpa S. Gądeckiego, zwiększenia liczby Mszy św., tak by na każdej była tylko taka liczba uczestników, których odległości od siebie byłyby nie 1, czy 1,5  m. a 2 m. i więcej. Wymagałoby to jedynie zaangażowania woluntariuszy porządkowych i rejestracji (telefonicznie, lub internetowo), w której Mszy św. chcą uczestniczyć. Nie sądzę by były tłumy (w kościele, w którym uczestniczyłem w sytuacji dopuszczającej 50 osób było każdorazowo zaledwie kilkanaście, rozrzuconych po kościele w odległościach 2 -5 m.) Z woluntariuszami i kwestiami porządkowymi też nie ma problemu, czego dowiodły wielokrotnie organizowane pielgrzymki.

Już sam wysiłek rejestracji na Mszę św., jak i poddanie się rygorom porządkowym uczuliłyby uczestników na problem i jego wagę dla zdrowia i życia człowieka, społeczeństwa i całej ojczyzny. To wyczulenie powinno zostać podjęte w przepowiadaniu homilijnym w czasie Eucharystii.  Nie mam najmniejszej wątpliwości, że motywacja religijna do współpracy z władzą w zwalczaniu epidemii byłaby nieporównanie silniejsza, aniżeli wybrany przez władze wariant ateistyczny. Nie ulega bowiem wątpliwości, że rozwiązania przyjęte przez władze lekceważą i ignorują to czym żyją ludzie wierzący. Przyjęły prymitywny wariant oparty na strachu. Być może przyniesie jakieś efekty, choć patrząc na rosnące z dnia na dzień wyniki zakażeń i fakt, że jesteśmy w fazie późniejszej o 1 miesiąc w stosunku do Italii, rodzą się wątpliwości. Pierwsze zakażenie w Italii odnotowano 28 stycznia br. u nas 4 marca.

Nie należy przemilczać również tego, że spora część autorytetów w odnośnej dziedzinie nie ukrywa, że rozwiązanie problemu to kwestia miesięcy a nie tygodni. Dlatego skutki siedzenia w domu, zamiast rzetelnej informacji, dla osób nie objętych kwarantanną i takiego zorganizowania życia społecznego, by można było funkcjonować przez te kilka miesięcy z jak najmniejszą stratą dla poszczególnych osób, małżeństw, rodzin i gospodarki. O czym tu zresztą mówić, skoro do dzisiaj, od początku całego zamieszania, głupiego płynu do dezynfekcji rąk nie można kupić, choć Obajtek i Sasin zdają się mieć inne zdanie i bardzo dobre samopoczucie.

Pojawiające się informacje o ogniskach zakażeń zdają się dowodzić tego, że najsłabszymi ogniwami całej strategii są szpitale i domy pomocy społecznej a nie pojedyncze osoby. Epidemia w bezwzględny sposób obnaża zaniedbania rządów zjednoczonej prawicy, choć te niby sprzyjające ludziom wierzącym rządy pierwsze ostrze swoich restrykcji wymierzyły właśnie w ludzi wierzących. Warto o tym pamiętać. Zresztą sztandarowym symbolem tej postawy jest osławiony już „kompromis aborcyjny Morawieckiego”!

Krystian Wojaczek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.