CO MUSI STAĆ SIĘ Z CZŁOWIEKIEM…?

    Jesteśmy świadkami żenujących wydarzeń na ulicach polskich miast, w których grupki ludzi, najczęściej kobiet spod znaku Hitlerjugend domagają się prawa zabijania ludzi, tych najsłabszych, bo rozwijających się w miejscu teoretycznie dla nich najbezpieczniejszym, w łonie matki. Narzuca się pytanie: co się stało z  ludźmi, którzy z głębi swojego jestestwa ukierunkowani na obdarowanie innych życiem, jego ochronę i pielęgnację, organizują uliczne burdy bo chcą zabijać? Skąd się bierze ich wynaturzenie, perwersja i zdziczenie? Wynaturzenie, bo przecież zabijanie jest przeciwieństwem rodzicielstwa, czymś obcym rodzicielstwu, do którego są powołani. Perwersja, bo dla realizacji sobie wiadomych celów poświęcają wartości najwyższe: życie drugiego człowieka ( w dodatku zupełnie bezbronnego) oraz swojej ludzkiej tożsamości- kobiety w tym wypadku. Wreszcie zdziczenie, którym emanuje całe ich zachowanie.

Z tej perspektywy patrząc, z wyjątkową ostrością obrazu jawi się uczestnictwo w tych burdach osób wybranych do parlamentu RP. Zamiast promowania normy i rozwoju jawią się jako posłowie destrukcji i śmierci! Jakie znaczenie ma poturbowanie jednego czy drugiego przez siły porządkowe? Nie doszłoby do niego gdyby wykonywali to do czego zostali powołani przez wyborców a nie wagarowali na ulicznych burdach. Irytujące jest też zachowanie marszałek Witek, która zamiast ukarać swoich podopiecznych za wagarowanie domaga się  wyjaśnień od policji.

Koniecznym jest w tym miejscu zwrócić uwagę na język, którym rozprawia się w przestrzeni publicznej o kwestiach tak dramatycznych dla człowieka i społeczeństwa, ale i dla państwa, jak zabijanie dzieci i głębokie wynaturzenie tych, którzy się tego dopuszczają. Zwróćmy uwagę na używane terminy. Nie mówi się o zabijaniu człowieka, tylko o „aborcji”. Po czym szybko dodaje się, że to jeszcze nie człowiek, w sytuacji kiedy wiemy, że jest inaczej, że to jest człowiek. Do tego nie potrzeba żadnej filozofii, czy tym bardziej wiary. Wystarczy obraz na monitorze USG! Mówi się o „kompromisie  aborcyjnym”. To znaczy tyle co: tych będziemy zabijać a tych łaskawie zostawimy. Gdy przeciętny obywatel słyszy takie sformułowania myśli sobie: „to nic poważnego skoro można zawrzeć kompromis”. To są sformułowania używane przez najwyżej postawionych w państwie ludzi: prezydenta i premiera. To one demoralizują najbardziej, ponieważ ci sami ludzie w innych dziedzinach robią wiele dobrego: prezydent w kwestii obronności, premier w kwestiach gospodarczych, obaj w kwestiach pozycji Polski w świecie.

Zacznijmy rzeczy nazywać po imieniu, bo tylko wtedy mamy szansę żyć prawdą i zgodnie z nią postępować.

Krystian Wojaczek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.