KASTOWA POLSKA

                Zmieniana data z 31 grudnia na 1 stycznia dokonuje się w dziwnej atmosferze zgiełku i hałasu, nazywanego nie wiadomo dlaczego muzyką, w towarzystwie uprawiających gimnastykę poranną, wieczorową porą, stworów, ponoć artystów. Gdy ten zgiełk nieco przycicha w kosmos docierają zdania o tym, że to co zaczyna się 1 stycznia ma być zgoła inne od tego co niby kończy się 31 grudnia, o „światełku w tunelu” itp. Pytanie, które narzuca się w tej sytuacji jest następujące: dlaczego w czasie po 1 stycznia ma być inaczej, lepiej(?), skoro wszystkie przyczyny tego co było złe do 31 grudnia pozostają! Ba, manifestowana jest ewidentnie zła wola wielu członków społeczności zwanej Polakami, przeciwnych temu, żeby to zmienić!

W czasie do 31 grudnia bez najmniejszej żenady manifestowane były patologiczne zachowania przedstawicieli poszczególnych kast społeczeństwa. Okazało się bowiem, że oprócz sędziowskiej, istnieje kasta medyków, z naczelnym „lekarzem” Leszkiem Millerem (tym co przywoził w walizce pieniądze z Moskwy na działanie swojej organizacji partyjnej) oraz naczelną  pielęgniarką niejaką  K. Jandą co to, jak twierdzi, „ PiS jej na głowę…”. Wszystko to dzięki wspaniałomyślności  niejakiego Niedzielskiego, ministra zdrowia (bardziej przypomina przedsiębiorcę pogrzebowego, choćby ze względu na liczbę zgonów chorych na Covid 19), który oprócz medyków, faktycznie zajmujących się chorymi na Covid 19, szczepi preferencyjnie administrację służby zdrowia, z którą, pamiętajmy, jest związany z czasów pracy w NFZ (czy jest to już korupcja?). Przy takim dysponowaniu szczepionkami owo „światełko w tunelu” może okazać się doświadczeniem, wracających do świadomości, setek ciężko chorych covidowców, którzy ostatecznie nie rozstali się z tym światem.

Kolejną kastę stanowi część polskiego duchowieństwa, która ma ewidentną  trudność z rozróżnieniem wirtualnego a realnego uczestnictwa w Eucharystii. Zdają się oni zapominać, że człowieka zbawia Jezus Chrystus a nie oni. Ich obowiązkiem jest umożliwić ludziom wierzącym realne spotkanie z Jezusem w Eucharystii. Z obowiązku tego się ewidentnie nie wywiązują, proponując oglądanie ich celebracji w telewizji, lub w internecie. Sytuacja zaczyna przybierać cechy bałwochwalstwa w eksponowaniu siebie i czynienia z Boga narzędzia motywacji do zainteresowania świeckich wierzących ich osobami.

 Nie można obarczać  władzy świeckiej odpowiedzialnością za ograniczenie liczby uczestników we Mszy św. skoro przyjęte kryteria są jednakowe dla wszystkich instytucji i wynikają z obecnej wiedzy epidemiologicznej. Natomiast trudno zrozumieć dlaczego większość duszpasterzy nie wpadła na narzucający się pomysł, żeby zorganizować celebracje recytowane co godzinę, w te dni, w które jest zainteresowanie wiernych, zamiast odprawiać ludzi spod kościoła? Sprawa niepokoi i bulwersuje tym bardziej, że wielu duszpasterzy wkłada sporo wysiłku, w kwestię zastąpienia czymś tzw. kolędy. Pytań, które się rodzą jest wiele: czy to jest problem ignorancji teologicznej kleru?  Czy chodzi o utracone w wyniku braku kolędy pieniądze? Niezależnie od odpowiedzi na te pytania, zachowanie kasty jest skandaliczne.

Jedno można przyjąć z dużą dozą prawdopodobieństwa. Następny rok nie będzie lepszy, ponieważ spraw degradujących życie ludzkie jest dużo więcej niż tu wskazano i one narastają. Być może uda się uwolnić z uścisku pandemii. Na horyzoncie jednak czają się już kolejne, poza pandemiczne zagrożenia. Są one ostatecznie funkcją złego postępowania ludzi i żadna sylwestrowa zabawa nic nie zmieni.

Krystian Wojaczek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.