CZAS KONFRONTACJI

              Ostatnie spotkanie przedstawicieli G20 przyniosło niespodziewany rezultat. Wiadomo, że jednym z głównych zagadnień, w cieniu którego upływał ów szczyt była faktyczna aneksja przez Rosję Morza Azowskiego, porwanie ukraińskich okrętów i aresztowanie ich marynarzy. O ich uwolnienie występowali do W. Putina zarówno kanclerz Niemiec A. Merkel jak i prezydent Francji E. Macron. Wydany po tych interwencjach komunikat Kremla był lakoniczny i prosty: „strony pozostały przy swoich zdaniach”. Analogiczny komunikat został wydany po przelotnym spotkaniu prezydenta D. Trumpa z Putinem, wiadomo bowiem, że planowana rozmowa została z powodu tego incydentu anulowana przez stronę amerykańską. Równocześnie i to jest najważniejsze, Kreml wydał oświadczenie, że W. Putin oczekuje spotkania i jest otwarty na prowadzenie rozmów z prezydentem USA.

Powstała więc nowa sytuacja, w której Rosja bez żenady, siłą anektuje kolejne tereny Europy i równocześnie, z uśmiechem na ustach, jej dyktator deklaruje chęć i wręcz oczekiwanie prowadzenia z nim rozmów. Wiadomo, że dla Zachodu prowadzenie rozmów to nic innego jak dyplomatyczne rozwiązywanie konfliktów. Zachowanie W. Putina dowodzi, że ta droga się skończyła i przestała być skuteczna.Putin nie zamierza czegokolwiek rozwiązywać tą drogą. Rozmowy są mu potrzebne do akceptacji jego osoby i uznania na arenie międzynarodowej.  Co pozostaje? Militarna konfrontacja! Ten prosty wniosek powinni uświadomić sobie wszyscy, którzy dotąd żywili złudzenia w tej materii. Im wcześniej to uświadomienie nastąpi tym mniejsze straty i zakres grożącej konfrontacji.

Ireneusz Pogodny

BLUŹNIERSTWO I PROFANACJA KRZYŻA U PODSTAW „PODZIAŁU POLAKÓW”

            Ósma rocznica zamachu smoleńskiego jest okazją do tworzenia szumu wokół podziału jaki istnieje między Polakami i nawoływania do jedności. Dodać należy, że ów szum, tworzony nie tylko przez dziennikarzy, lecz niestety również przez niektórych duchownych, staje się szumem głębszego podziału niż, jakby mogło się wydawać, próbą jego niwelacji. Dzieje się tak dlatego, że ową jedność narodową próbuje się „spowodować” odrzucając dwa warunki konieczne do jej zaistnienia.

Pierwszym jest uświadomienie sobie skąd się wziął fenomen mesięcznic smoleńskich, na co zwraca uwagę redaktor Piotr Semka. Otóż został zapoczątkowany walką o krzyż, który usiłowano zabrać uczestnikom spotkań pod pałacem prezydenckim. Krzyż, który przeciwnicy spotkań, tzw. opozycja bezceremonialnie bezcześciła wieszając na nim pluszowego misia, czy puszki po piwie Lech. Wszystko jest udokumentowane przez redaktor Ewę Stankiewicz.  Koniecznym jest przypomnieć również działania władz kościelnych archidiecezji warszawskiej, „internujących” krzyż smoleński w kościele. Jak ważna była sprawa walki o krzyż w tamtych okolicznościach świadczy choćby założenie przez polonię w Paryżu (więc na obczyźnie) Stowarzyszenia Obrońców Krzyża, które włączyło się w jego obronę w Warszawie. To jest doświadczenie tzw. „katolickiej Polski”, która jedności nie doświadczy, nawet gdyby frekwencja uczestnictwa w nabożeństwach była wielokrotnie wyższa niż jest obecnie, ponieważ znakiem zjednoczenia ludzkości po grzechu jest Krzyż Chrystusa i Jego Zmartwychwstanie.

Po wtóre jedność danej społeczności może powstać na fundamencie prawdy. W tym wypadku prawdy o zamachu (to już właściwie nie ulega wątpliwości), ale też prawdy o patologii funkcjonowania państwa polskiego, która jest ukrywana na wszystkie możliwe sposoby, nie tylko przez ówcześnie rządzących, ale także przez ludzi, którzy z tamtego systemu pozostali w mechanizmach funkcjonowania państwa do dzisiaj. Wystarczy posłuchać co wygadują przesłuchiwani w poszczególnych aferach, żeby pozbyć się złudzeń co do ich szczerości i dobrej woli zjednoczenia w prawdzie.

Warto na koniec zapytać przywódców Kościoła katolickiego w Polsce co robią, oprócz pustej gadaniny o braku jedności Polaków, w celu jej przybliżenia. Wygląda na to, że są równie podzieleni co społeczeństwo.

Krystian Wojaczek