NOWOTWORY A ZACHOWANIA LGBT

Agresywne działania bojówek LGBT, mające na celu narzucenie swojej ideologii większości, wymagają reakcji społeczeństwa wobec ewidentnie błędnych w tej materii działań władz publicznych i episkopatu Polski. W toczącej się już dyskusji na ten temat należy przede wszystkim zwrócić uwagę na istotny, choć nie jedyny element manipulacyjny. Polega on na tym, że udało się wmówić większości społeczeństwa, iż zachowania LGBT są identyczną normą jak zachowania heteroseksualne, co jest ewidentną nieprawdą. Fakt, że nie w każdym przypadku jesteśmy w stanie określić źródeł takich zachowań nie świadczy w najmniejszym stopniu o możliwości uznania ich za normę. Dlaczego nowotworowych zachowań organizmu człowieka nie uznaje się za normę tylko w każdym przypadku za patologię, którą usiłuje się leczyć z różnym zresztą skutkiem. Wyobraźmy sobie sytuację, w której nowotwory traktujemy za normę i celowo rozwijamy warunki ich powstawania. Nikt przy zdrowych zmysłach nie oceni pozytywnie takiego postępowania. Niestety tak się dzieje w przypadku propagowania zachowań LGBT. Nie ulega bowiem wątpliwości, że jednym z istotnych czynników ich powstawania jest wychowanie. Takim elementem są niestety tzw. marsze równości, które z równością nie mają nic wspólnego. Są natomiast promocją patologicznych zachowań i wyrabianiem poglądu o ich normie.

Z tej perspektywy patrząc, zarówno postępowanie obecnego rządu, z wyjątkiem ministra Piontkowskiego, jak episkopatu Polski, z bpem Gądeckim na czele są błędne. Można próbować zrozumieć strach obecnych władz przed posądzeniem o dyskryminację, dlatego w dyskusji należy się skupić wyraźnie na demaskowaniu manipulacji, które środowiska lewicowo – liberalne kryją za tymi, społecznymi zadymami. Na uwagę, w tej materii zasługują trafne wypowiedzi ks. Prof. Dariusza Oko z Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie. Należy wyraźnie nagłaśniać, dostępne wyniki badań wspomnianych patologicznych zachowań. Wtedy społeczeństwo a przynajmniej ta jego część, która myśli szybko zrozumie, że zachowania LGBT to żadna norma!

Krystian Wojaczek

GŁUPCZE….

                        Wydarzenia ostatnich miesięcy wydawały się wskazywać, że na pewną kategorię ludzi, dobrze umocowanych w strukturach takiej, czy innej władzy, nie ma żadnej siły, która byłaby w stanie cokolwiek naprawić w ich otoczeniu, pełnionym urzędzie, pociągnąć do odpowiedzialności za popełnione i popełniane przestępstwa. Wystarczy przytoczyć choćby aferę Amber Gold, czy permanentnie torpedowane działania komisji w sprawie reprywatyzacji warszawskich kamienic. Wybory samorządowe właściwie w znacznym stopniu spetryfikowały  ten stan rzeczy, wspierając społecznym i demokratycznym mandatem wiele takich układów, które można nazwać patologicznymi choćby z racji długości ich trwania. 6 kadencja P. Adamowicza w Gdańsku jest tu klasycznym przykładem. Zdecydowana wygrana w wyborach samorządowych utrwalała zastany stan rzeczy, wydawałoby się nie do ruszenia w najbliższej przyszłości. Do ostatnich dni! Okazały się one istnym trzęsieniem ziemi, nie tylko dla Adamowicza, ale dla układu. Nawiasem mówiąc interesującym jest obserwować aktywność co niektórych, owym trzęsieniem spowodowaną, przypominającą stan grypy żołądkowej z jej centralną przypadłością.

Spojrzenie z dystansu zdecydowanie zwraca uwagę na nieco inny aspekt całego splotu wydarzeń. Jest nim odniesienie do 12 rozdziału Ewangelii Św. Łukasza. Jego podsumowaniem są słowa: „Głupcze jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to coś przygotował? (Łk 12, 20).

Układ pewno jest niewierzący, więc „jakaś tam” Ewangelia nie zrobi na nim wrażenia. Rzecz w tym, że nagła i nieprzewidywana śmierć Adamowicza jest faktem, podobnie jak spowodowane nią trzęsienie układu. Słowa Ewangelii pozostają skutecznie prorocze, czy ktoś w nie wierzy czy nie. Warto by nad tym zastanowili się niektórzy hierarchowie Kościoła katolickiego w Polsce, choćby dlatego, że w wypadku odprawiania Mszy św. za śp. Jolantę Brzeską, wydaje się, wykazywali się mniejszą gorliwością niż w przypadku śp. Adamowicza.

Krystian Wojaczek

RÓBTA CO CHCETA

Przyszedł facet z nożem komandosa i zrobił to co chciał, to co Owsiak, ale też Adamowicz mu podpowiadali. Nie ulega wątpliwości, że Adamowicza dosięgło zło, które sam publicznie inspirował i promował. Wystarczy wskazać już samo promowanie orkiestry, której naczelnym hasłem jest tytułowe „róbta co chceta”. Jest to radykalnie demoralizujące i antyspołeczne hasło a to co dotknęło Adamowicza jest realistycznym zobrazowaniem tego do czego ono prowadzi. I proszę nie przywoływać tzw. pomocowych działań wspomnianej orkiestry. Nie znam żadnej z podobnych organizacji, z ewidentnie satanistycznymi włącznie, które eksponowałyby swoje destrukcyjne działania. Odwrotnie takie działania są tuszowane działaniami pomocowymi, charytatywnymi czy humanitarnymi. Problem jest w tym między innymi, że owe działania pomocowe są policzalne. Owsiak bardzo dba o to, żeby liczba owych instrumentów zakupionych ze środków orkiestry była wyraźnie podawana do publicznej wiadomości i nagłaśniana. Tymczasem działania demoralizacyjne, wyraźnie promowane przez instytucję Owsiaka, nagłaśniane praktycznie przez wszystkie media, również tzw. niezależne, posiadają nieporównanie większy zakres i skalę zniszczenia, aniżeli dobro owych inkubatorów i innych kamuflujących ową demoralizację gadżetów.

Inspiracja działań destrukcyjnych P. Adamowicza wykracza daleko poza uczestnictwo w orkiestrze i jej promowanie. Wystarczy przywołać jego udział w działaniach około afery Amber Gold, np. promowanie OLT Ekspres, mające na celu zniszczenie LOT-u, do dzisiaj niewyjaśnione sprawy korupcyjne z gdańskimi deweloperami, ewidentne oszustwa w zeznaniach majątkowych, niekorzystne dla Gdańska umowy z zagranicznymi firmami np. oczyszczającą ścieki, co ewidentnie skutkowało degradacją środowiska życia mieszkańców i wiele innych.  Sprytny kamuflaż, tupet i bezwzględność oto sposób na życie człowieka, dla którego ci słabsi nie mają znaczenia. Tym razem tym słabszym okazał się Adamowicz, mimo dziesiątków policjantów i członków służb ochrony.

Interesujący jest też moment zamachu: tzw „światełko do nieba”. Pojęcia ewidentnie zaczerpnięte z chrześcijaństwa, którego główna idea orkiestry jest zaprzeczeniem. Znaczy to i z tego należy zdać sobie sprawę, że mamy do czynienia z przemyślanym, perfidnym i wyrachowanym wprowadzaniem w błąd wielu osób, wychowanych w kręgu kultury chrześcijańskiej i związanych z nią pojęć, co do ostatecznego celu orkiestry. Trochę podobne do plakietki Matki Bożej w klapie marynarki Lecha Wałęsy. O tym powinni dzisiaj krzyczeć biskupi, bo to ich zadanie i obowiązek. Kłania się II przykazanie Dekalogu. Oni jednak milczą.

Krystian Wojaczek

Dodaj nowe

BLUŹNIERSTWO I PROFANACJA KRZYŻA U PODSTAW „PODZIAŁU POLAKÓW”

            Ósma rocznica zamachu smoleńskiego jest okazją do tworzenia szumu wokół podziału jaki istnieje między Polakami i nawoływania do jedności. Dodać należy, że ów szum, tworzony nie tylko przez dziennikarzy, lecz niestety również przez niektórych duchownych, staje się szumem głębszego podziału niż, jakby mogło się wydawać, próbą jego niwelacji. Dzieje się tak dlatego, że ową jedność narodową próbuje się „spowodować” odrzucając dwa warunki konieczne do jej zaistnienia.

Pierwszym jest uświadomienie sobie skąd się wziął fenomen mesięcznic smoleńskich, na co zwraca uwagę redaktor Piotr Semka. Otóż został zapoczątkowany walką o krzyż, który usiłowano zabrać uczestnikom spotkań pod pałacem prezydenckim. Krzyż, który przeciwnicy spotkań, tzw. opozycja bezceremonialnie bezcześciła wieszając na nim pluszowego misia, czy puszki po piwie Lech. Wszystko jest udokumentowane przez redaktor Ewę Stankiewicz.  Koniecznym jest przypomnieć również działania władz kościelnych archidiecezji warszawskiej, „internujących” krzyż smoleński w kościele. Jak ważna była sprawa walki o krzyż w tamtych okolicznościach świadczy choćby założenie przez polonię w Paryżu (więc na obczyźnie) Stowarzyszenia Obrońców Krzyża, które włączyło się w jego obronę w Warszawie. To jest doświadczenie tzw. „katolickiej Polski”, która jedności nie doświadczy, nawet gdyby frekwencja uczestnictwa w nabożeństwach była wielokrotnie wyższa niż jest obecnie, ponieważ znakiem zjednoczenia ludzkości po grzechu jest Krzyż Chrystusa i Jego Zmartwychwstanie.

Po wtóre jedność danej społeczności może powstać na fundamencie prawdy. W tym wypadku prawdy o zamachu (to już właściwie nie ulega wątpliwości), ale też prawdy o patologii funkcjonowania państwa polskiego, która jest ukrywana na wszystkie możliwe sposoby, nie tylko przez ówcześnie rządzących, ale także przez ludzi, którzy z tamtego systemu pozostali w mechanizmach funkcjonowania państwa do dzisiaj. Wystarczy posłuchać co wygadują przesłuchiwani w poszczególnych aferach, żeby pozbyć się złudzeń co do ich szczerości i dobrej woli zjednoczenia w prawdzie.

Warto na koniec zapytać przywódców Kościoła katolickiego w Polsce co robią, oprócz pustej gadaniny o braku jedności Polaków, w celu jej przybliżenia. Wygląda na to, że są równie podzieleni co społeczeństwo.

Krystian Wojaczek