UDANE MAŁŻEŃSTWO

Motto:   CIĄGLE  ZBYT  CZĘSTO  POWODZENIE  MAŁŻEŃSTWA  PRZYPISUJE  SIĘ  UWARUNKOWANIOM  LOSU  ZAMIAST  PRACY  BUDUJĄCYCH  JE  OSÓB


Słowo „praca” nie jest być może najlepsze by wyrazić wkład każdego z małżonków w budowę ich małżeństwa. Praca kojarzy się z trudem, znojem i zmęczeniem. Powodzenie małżeństwa tymczasem kojarzy się przede wszystkim ze szczęściem małżonków. Być może tu jest właśnie problem? Wystarczy porozmawiać z małżonkami związków określanych przez nich jako udane, szczęśliwe, by szybko zrozumieć ile wysiłku i trudu wkłada każdy z nich w budowę swojego związku.

WAŻNE UCZUCIA

Jednym z fundamentalnych uwarunkowań udanego małżeństwa jest umiejętność małżonków radzenia sobie z uczuciami. Od razu należy dodać, że jest to jedna z trudniejszych do opanowania umiejętności. Rozwijające się normalnie zakochanie małżonków w sobie tworzy specyficzną, silną więź między nimi. Więź różną i specyficzną tylko dla nich, która buduje nierozerwalność związku i jego wyłączność. Tak, również wyłączność. I nie jest tak jak chciałoby wielu, również duszpasterzy, że zakochanie w pewnym momencie wygasa i wtedy dopiero zaczyna się „życie”. Zacznijmy od tego, że rozwijają się małżonkowie a wraz z nimi wszystko co ich tworzy, również uczucia. Znaczy to, owo słynne zakochanie również ulega przekształceniom i to jest normalny jego proces, którym każdy z małżonków wiedzieć powinien. W czasie wieloletniej pracy z małżeństwami wielokrotnie spotykałem stwierdzenia np. małżonków z 15-letnim stażem: słuchaj, ja ciągle jestem zakochana w tym facecie (swoim mężu). Podobnie z jego strony i to w sytuacji gdy ten drugi nie słyszał. Wiadomo również, że nie wszystkim się to udaje. W czym zatem jest problem? Należy zdać sobie sprawę z tego, że uczucia stanowią skomplikowaną materię funkcjonowania. To po pierwsze. Po wtóre, związane z pierwszym, uczucia posiadają własną autonomię. Znaczy to, że człowiek nie ma nad nimi pełnej władzy, ale pewną ma. I tego trzeba się nauczyć, jak z nimi postępować. Po trzecie należy je pielęgnować (czyli nad nimi pracować). Wtedy nie należy się obawiać, że one znikną.

Krystian Wojaczek

        PROBLEMY Z TOŻSAMOŚCIĄ PRZYCZYNĄ MAŁŻEŃSKICH NIEPOWODZEŃ

Kim jesteś, że decydujesz się na zawarcie małżeństwa? Pytanie skierowane nie tylko osób zamierzających zawrzeć związek małżeński, ale również a może przede wszystkim do tych, którzy z takiego czy innego tytułu uważają się za uprawnionych do pracy z młodzieżą, narzeczonymi i małżeństwami. Czy się to komuś podoba, czy nie, małżeństwo było, jest i będzie zawierane przez osoby ludzkie, które mają jedną, jedyną ścieżkę spełnienia siebie. Jest nią rozwój siebie w relacjach poznania i miłości z Bogiem (otwarcie na nieskończoność i nieśmiertelność) i innymi ludźmi. Człowiek staje się sobą gdy akceptuje to, że z daru pochodzi i tym samym do bycia darem jest powołany. Uwarunkowanie spełnienia człowieka osobowym obdarowaniem przez Innych (Boga i ludzi) oraz czynienie z siebie daru dla Nich, niesie poważne konsekwencje dla małżeństwa, jego funkcjonowania i powodzenia. Warunkiem dojrzałości do zawarcia małżeństwa jest określenie przez kandydatów swojej męskiej i kobiecej tożsamości, której rozwijanie w małżeństwie będzie przez każdego z nich rozumiane i doświadczane jako spełnianie siebie przez każdego z nich: żony i męża. Określenie własnej tożsamości, świadomość tego kim jestem, skąd przeszedłem i dokąd zmierzam, leży w ręku każdego człowieka indywidualnie. Każdy mężczyzna musi odpowiedzieć sobie na pytanie w jaki sposób to kim jest uczyni darem dla współmałżonki, tak by ona przyjmując jego osobowy dar mogła spełnić siebie. Każda kobieta musi sobie odpowiedzieć na identyczne pytanie. Pytania te i poszukiwanie odpowiedzi na nie będą towarzyszyć małżonkom do końca ich dni, jeśli chcą by ich małżeństwo było udane.

Wszelkiego rodzaju instytucjom, mieniącym się pomocnymi dla rodziny od poradni, terapii, duszpasterstw, przez ruchy religijne aż po różnych guru (z pogranicza bałwochwalstwa) należy życzyć, by jak najmniej przeszkadzali młodzieży, narzeczonym i małżonkom w określeniu własnej tożsamości żony i męża. (KW.)

SEKRET UDANEGO ZWIĄZKU

Dość łatwo zauważyć, że wielu małżonków udanych małżeństw wyraża mniej lub bardziej skrywane obawy o jego trwałość. Nie chodzi najczęściej o rozpad związku, spowodowany odejściem współmałżonka do osoby trzeciej a o przygodność ludzkiej egzystencji, która kończy się śmiercią. Małżonkowie ci doświadczają i tego doświadczenia nie tłumią, że najbardziej szczęśliwy, związek małżeński nie jest w stanie odpowiedzieć na ich pragnienie nieśmiertelności i nieskończoności. Nie jest w stanie tych potrzeb małżonków  spełnić.   Doświadczenie to zmusza do postawienia pytania o to kim są podmioty tworzące małżeństwo, czyli mąż i żona. Kim są, że mają takie potrzeby? Skąd bierze się doświadczenie rozbieżności otwarcia na wartości, których nie są w stanie osiągnąć w najgłębszym, najbardziej naturalnym i szczęśliwym związku międzyludzkim? To prozaiczne, w gruncie rzeczy doświadczenie małżonków niesie znaczące konsekwencje dla funkcjonowania małżeństwa a w konsekwencji także dla pracy z małżeństwami. Najbardziej pełną i w gruncie rzeczy prostą odpowiedź na to pytanie uzyskujemy w Biblii: „człowiek jest obrazem Boga” (Rdz 1,26-27) i dlatego jest otwarty na nieśmiertelność i nieskończoność. Uświadomienie sobie tego faktu przez małżonków zmienia radykalnie ich odnoszenie się do siebie wzajemnie i do małżeństwa.

Pomyśl: Doświadczyłaś(eś) już kiedyś tego o czym mowa wyżej?

              Jeśli tak, to co z tym doświadczeniem zrobiłeś(aś)?

Jeśli przeszedłeś (przeszłaś) nad nim do porządku dziennego, może warto do niego wrócić i zastanowić się co ono znaczy dla Twojego stosunku do współmałżonka i postrzegania Twojego małżeństwa?

OTWARCIE NA NIEŚMIERTELNOŚĆ I NIESKOŃCZONOŚĆ A PRACA Z MAŁŻEŃSTWAMI

Zajęcia New Jersy, USA

Otwarcie człowieka na nieśmiertelność i nieskończoność sprawia, że właściwym środowiskiem rozwoju, naturalnym środowiskiem rozwoju małżeństwa jest nie tylko horyzontalna perspektywa odnoszenia się małżonków do siebie, ale ich odniesienie  do swojego Stwórcy i Pierwowzoru, którego każde z nich jest obrazem. Znaczy to, że skuteczności pracy z małżeństwami nie można w pełni uzyskać ograniczając ją do nauk szczegółowych: psychologii, pedagogiki, socjologii itp. Wniosek ten uzyskuje swoje praktyczne potwierdzenie, w wieloletniej obserwacji prowadzonych zajęć.  Być sobą w małżeństwie i rodzinie oznacza uznać to kim się jest jako podmiot tych instytucji życia społecznego i postępować zgodnie z tymi uwarunkowaniami w ich kształtowaniu, które płyną z podobieństwa małżonków do Boga, również tych, którzy deklarują niewiarę w Boga. Pominięcie tego „drobnego szczegółu”, co nagminnie towarzyszy dzisiaj postępowaniu wielu małżonków oraz działaniom instytucji „pomagających rodzinie” prowadzi do jednej z większych w historii, zapaści małżeństwa i rodziny. (K.W.)

NIEZBĘDNY MODEL

Rosnące obawy o losy swojego związku wielu młodych  ludzi  korespondują z usuwaniem z przestrzeni publicznej stabilnego modelu małżeństwa i zastępowaniem go możliwością wyboru czegokolwiek, czego zapragną wybierający. Postępowanie takie tylko pozornie sprzyja małżeństwu. W rzeczywistości wprowadza zamęt, niepewność i dezorientację samych małżonków, oraz wszystkich tych, którzy obserwują tą sytuację, szczególnie ludzi młodych. Fundamentalnym zadaniem modelu małżeństwa jest bowiem ukazanie kierunku jego rozwoju i tym samym ukierunkowanie wysiłku kobiety i mężczyzny w ten rozwój wkładanego, czyli tzw. aktywności własnej. Jedną z istotnych przyczyn istniejącej obecnie sytuacji braku stabilnego modelu małżeństwa jest absolutyzacja rozwiązań szczegółowych, które z natury swojej (fragmentaryczności ujęcia)  nie mogą zostać w takim stopniu uogólnione by się stać  modelem. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest sięgnięcie do antropologii teologicznej niosącej taki model. Rozumiał to papież Jan Paweł II i od początku, przez cały swój pontyfikat głosił i promował ten model małżeństwa. Wyprowadza go z faktu radykalnego obdarowania człowieka przez Boga istnieniem, które ukierunkowuje małżeńską relację człowieka na bycie osobowym obdarowaniem męża dla żony i żony dla męża. Człowiek, zarówno kobieta jak mężczyzna jest obrazem Boga to znaczy, że jest  zdolny do poznania i miłości drugiego. Te uzdolnienia stanowią o możliwości wzajemnego  obdarowania sobą w małżeństwie. Dopiero wtedy, w relacji małżeńskiej małżonkowie stają się sobą, ponieważ uwzględniają to co w codziennym doświadczeniu ich życia sygnalizuje otwarcie na nieśmiertelność i nieskończoność. (K.W.)

Pomyśl: Posiadasz jasną wizję swojego małżeństwa, którą chcesz stopniowo rozwijać w swoim życiu?

Jeśli tak, to o jaki model jest ona oparta? Jest to model rywalizacji ze współmałżonkiem, żeby zrealizować przede wszystkim własne dążenia? Czy może jest to model współpracy i bycia dla niego (niej) osobowym darem, oczywiście dążąc do podobnej postawy z jego (jej) strony?

Rozmawialiście ze sobą już na ten temat? Jeśli nie, spróbujcie zrobić to jak najszybciej.

ATRAKCYJNA  TOŻSAMOŚĆ

Uświadomienie sobie przez mężczyznę i kobietę swojej podmiotowości w małżeństwie, czyli tego, że ich małżeństwo jest pochodną uzdolnienia do wzajemnego poznania i miłości (obdarowania sobą) prowadzi do zrozumienia tego czym w istocie jest miłość małżeńska. Jawi się ona jako dynamiczny proces darmowego dawania i przyjmowania siebie wzajemnie, męża przez żonę i żony przez męża, na wszystkich płaszczyznach, na których toczy się codzienne ludzkie życie. W tym momencie upada każde redukcjonistyczne (zbyt wąskie i fragmentaryczne) ujmowanie miłości małżeńskiej, które dzisiaj nie jest jedynie domeną dyletantów, ale spotkać można w opisach pretendujących do bycia „naukowymi”, czy „duszpasterskimi”. Te ostatnie lubują się w używaniu wyrażenia „miłość  prawdziwa”, co nie tylko nie eliminuje błędu redukcjonizmu, ale dodatkowo wprowadza odbiorcę w błąd, sugerując jakoby istniała „miłość nieprawdziwa”, co jest wewnętrznie sprzeczne. Nazwijmy to zjawisko wówczas wprost: egoizmem! Wejście  małżonków w proces miłości, czyli wzajemnego obdarowywania sobą wprowadza ich  w proces pogłębiania tożsamości każdego z nich: męża jako mężczyzny, żony jako kobiety. Dzieje się tak dlatego, że to kim każde z nich jest, kobietą czy mężczyzną, rozwija się przez odniesienie do tego drugiego, innego, płci przeciwnej. Mężczyzna doświadcza swojej męskości przez odniesienie do kobiecości swojej żony. Żona doświadcza swojej kobiecości przez odniesienie do męskości swojego męża. Każde z nich staje się coraz bardziej wyraziste jako kobieta, albo mężczyzna. Każde z nich coraz bardziej staje się sobą jako kobieta, albo mężczyzna. Wyrazistość ta wzmacnia ich wzajemną dla siebie atrakcyjność i przyciąganie. Jest to jeden z istotnych czynników przeciwdziałania tzw. wypalaniu się miłości małżeńskiej i budowania jego trwałości od wewnątrz. (K.W.)

Pomyśl: Co Was przyciąga wzajemnie do siebie? Jak to się dzieje, że jest wiele par małżeńskich, w których po 15, 20 i więcej latach trwania związku żona mówi: „ja jestem ciągle zakochana w tym facecie” a on „jestem ciągle zakochany w swojej żonie”.

Co robicie ze swoją osobową, męską albo żeńską atrakcyjnością?

Jesteście w taki sposób stwarzani, że stając się coraz pełniej darem dla żony i męża możecie rozwijać swoją dla nich atrakcyjność, w całej rozciągłości tego słowa.

KATASTROFALNY  BRAK  FUNDAMENTU

Nie trzeba być inżynierem budownictwa, żeby wiedzieć, że domu nie buduje się od I piętra tylko od solidnego fundamentu poczynając. Ta prosta prawda zdaje się nie docierać do głów pseudo-uczonych, świeckich i duchownych, zajmujących się małżeństwem i rodziną. W poszukiwaniu poklasku i pieniędzy tak się fascynuje wielu z nich kulturowymi uwarunkowaniami przede wszystkim małżeństwa, ale też rodziny, że dziwolągi, które z tych chorych manufaktur wychodzą nic wspólnego z małżeństwem nie mają. Wystarczy jako przykład przytoczyć „naukowe zgłębianie” ideologii Gender, czy chociażby modne redefinicje małżeństwa i rodziny. Można by ostatecznie przejść nad tym do porządku dziennego, gdyby nie fakt, że dzieje się to na uniwersytetach, za nasze, podatników pieniądze, nie wyłączając wydziałów teologii a co gorsze wprowadza solidny zamęt w głowach ludzi, z których wielu, w przyszłości przeniesie owe pseudo-naukowe ujęcia na młodzież, małżonków i rodziców, wprowadzając ich na ścieżkę do katastrofy. Należy tym amatorom taniego zarobkowania, kosztem małżeństwa i rodziny, raz jeszcze przypomnieć, że fundamentem  małżeństwa jest osobowe bycie mężczyzny i kobiety, otwartych na nieskończoność i nieśmiertelność, pozostających we wzajemnym darze (byciu darmo) dla siebie, które to obdarowanie pogłębia tożsamość każdego z nich, jako kobiety albo mężczyzny i tym samym rozwija ich wzajemną dla siebie atrakcyjność i trwałość związku. (K.W.)

NICZEGO  SOBIE ARCHITEKTURA  MAŁŻEŃSTWA

Przyjęcie i przestrzeganie w małżeństwie zasad wynikających z osobowego bycia podmiotów budujących małżeństwo , czyli kobiety i mężczyzny, umożliwia im wyrażanie tych zasad w bardzo różny sposób. Sytuacja jest tu bardzo podobna do tego z czym mamy do czynienia w budownictwie. Powstają wspaniałe dzieła architektury, podziwiane przez miliony, pod warunkiem, że projektanci i wykonawcy przestrzegają obowiązujących w budownictwie zasad. Nie przestrzeganie tych zasad oznacza katastrofę budowlaną, często kalectwo i śmierć wielu ludzi a także kryminał dla odpowiedzialnych. Paradoksalnie pseudo-architekci małżeństwa i rodziny, roztaczający, ku pokrzepieniu własnych kieszeni, sprzeczne z fundamentalnymi zasadami ludzkiego bycia koncepcje, nie tylko nie są pociągani do odpowiedzialności ale hołubieni przez wiele ośrodków, mimo że skutki ich działań są gorsze dla ludzkości niż nieuczciwych budowlańców. Oczywiście za małżeństwo i rodzinę odpowiadają przede wszystkim małżonkowie, dlatego sprawą podstawową jest dostarczenie im właściwych narzędzi budowania swojego małżeństwa i opartej na nim rodziny, czyli wiedzy i umiejętności. (K.W.)