NA MARGINESIE ROCZNICY

      17 września 1939 roku zostaliśmy (Polska) zaatakowani przez hordę komisarzy, która wcześniej podpisała z Niemcami pakt kolejnego rozbioru Polski. Jakie były dalsze losy naszego kraju ci, którzy czują przynależność do Polski i jej kultury wiedzą. Dziwnym zbiegiem okoliczności dzisiaj, gdy ZBiR rozpoczął hybrydowy atak na Polskę, w postaci sprowadzania imigrantów, głównie z Bliskiego Wchodu i wpychania ich przez granicę do Polski, Polska jest atakowana z drugiej strony, również przez komisarzy i hordy ich parlamentarnego zaplecza z tak zwanej Unii Europejskiej. Przypadek, chyba nie! Do hord czerwonych parlamentarzystów i komisarzy Unii dołączyli a jakże zdrajcy rodzimego chowu, od upakowanych w najwyższych strukturach państwa aż po niektórych przedstawicieli białych kitli, pseudo-rolników (z Agro-Unii), oraz etatowych i wulgarnych zwolenników komisarzy. To już jest stan terroru, czerwonego terroru, przed którym państwo się broni. Państwo jest jednak silne poparciem społecznym. Każdy z nas, który choć trochę myśli i chce żyć w wolnym kraju ma tylko jedną możliwość – stanąć murem za rządzącymi i ludźmi (służby i wojsko), którzy tę batalię prowadzą.

Krystian Wojaczek

DYWERSJA

                                                    Działania niektórych tzw. parlamentarzystów takich jak G. Stanecka „kurde” Morawska, F. Sterczewski,  D. Joński, czy Szczerba, ale też innych osób takich jak Frasyniuk i popierający go L. Wałęsa stanowią niedwuznaczne opowiedzenie się przeciw Polsce, w hybrydowym ataku reżymów wschodnich. Pozostawiam na boku nieuctwo (Stanecka „kurde” Morawska jako vice marszałek senatu nie zna nawet tak podstawowych kwestii jak długość zagrożonych, w omawianym konflikcie, granic Polski i Litwy) tych tzw. przedstawicieli narodu, zgarniających potężne pieniądze podatnika po co, po to by w krytycznym momencie wbijać nóż w plecy tych, którzy na swoich barkach dźwigają ciężar obrony państwa.

To samo dotyczy wielu pogrobowców komunistycznych rzezimieszków funkcjonujących pod tytułem lewicy oraz sporej części mediów.

Interesuje mnie kiedy zacznie w tej kwestii działać państwo eliminując z życia społecznego dywersantów? Kiedy odebrane zostaną tzw. immunitety pajacom, którym słoma wystaje z butów i w bezczelny, i nieskrępowany sposób działają na rzecz wroga? Kiedy dowiemy się jak powstała fortuna Frasyniuka? Kiedy umożliwi się normalny dostęp do broni, żeby w chwili kryzysu mogło dojść do powszechnej obrony? Mamy czekać do chwili podobnej do tej, która dotknęła Afganistan a władze zwiną manatki i odlecą do ciepłych krajów jak Ashraf Ghani?

Krystian Wojaczek

WROTA OTWARTE…

                                                            Wydarzenia ostatnich tygodni w Afganistanie budzą przerażenie, mimo że w świetle wielu wydarzeń poprzednich nie powinny. Kilkudniowa, praktycznie, ofensywa, w której Talibowie przejmują cały Afganistan z rąk czegoś co dotąd nazywano armią rządową Afganistanu, co było szkolone przez 20 lat przez armię USA, na co wydano miliardy dolarów, co kosztowało setki ludzkich żyć, w tym żołnierzy polskich, tchórzliwa ucieczka tzw. prezydenta do Uzbekistanu, ucieczka w popłochu setek tysięcy Afgańczyków, zdesperowanych do tego stopnia, że chwytają się podwozia wojskowych samolotów transportowych, by odpadać od nich na ziemię z kilkudziesięciu metrów, niby niepotrzebne nikomu rzeczy, obnażają słabość systemu. Wszystko za sprawą jednego pociągnięcia zniedołężniałego starca Białego Domu udającego prezydenta, światowego dotąd mocarstwa – USA.

Zniedołężnienie owego delikwenta uwydatnia tłumaczenie, że to poprzedni prezydent Trump zobowiązał się wyprowadzić wojsko z Afganistanu do 1 maja br. Jednak tego nie zrobił, ponieważ prowadzone z Talibami negocjacje na temat przekazania władzy na to nie pozwalały. Zachował się więc odpowiedzialnie w przeciwieństwie do swojego nielegalnego następcy.

Istota tego co faktycznie stało się w Afganistanie wykracza daleko poza ten kraj i osobiste tragedie setek tysięcy mieszkających tam ludzi. Zachowanie USA jest de facto odryglowaniem zamka do militarnego poszerzania wpływów w świecie przez Rosję i Chiny. Biorąc pod uwagę koncentrację wojsk rosyjskich w ostatnich miesiącach, z niepokojem należy patrzeć na basen Morza Śródziemnego  i Europę, tym bardziej, że już wcześniej Biden Niemcom, pierwszemu sojusznikowi Rosji w Europie, powierzył pieczę nad tą ostatnią.

Ów mentalny impotent nie rozumie jednego, nie rozumie tego, że koszty wycofania się z Afganistanu w sposób, którego jesteśmy świadkami, wielokrotnie przekroczą to co ewentualnie, ekonomicznie mogli na tej operacji zyskać.

Krystian Wojaczek

ATAK TSUE NA FRANCUSKĄ ARMIĘ

Wyrok luksemburskiego Trybunału domagający się od Francji zrównania czasu pracy żołnierzy z cywilami może wydawać się na pierwszy rzut oka kolejnym głupim pociągnięciem uzurpatorskiej instytucji, bez większego znaczenia dla funkcjonowania Francji. Z gwałtownej reakcji francuskich władz wynika jednak, że tak nie jest. Decyzja Trybunału, jak twierdzą, prowadzi wprost do osłabienia bezpieczeństwa Francji, przez sparaliżowanie wojska na wypadek kryzysu.

W takim razie należy spojrzeć na to w kontekście kilku innych wydarzeń, które miały miejsce ostatnio. Należy tu wymienić: dezorganizację przez TSUE życia społeczno-politycznego w Polsce, przez uniemożliwianie usunięcia ze struktur sądowniczych sędziów komunistycznych i zwykłych bandziorów; wysłanie przez protektorów niemieckich D. Tuska z podobnym zadaniem; przede wszystkim jednak zgodę administracji amerykańskiej na NS2 i faktyczne odstąpienie od monitorowania Niemiec, do czego zobowiązały się po II wojnie światowej.

Szczególnie brzemienna w skutki jest ostatnia decyzja, ponieważ, jak pokazują nie tylko ostatnie lata, Niemcy realizują w Europie agendę putinowskiej Rosji a nazwanie samej A. Merkel kołchozową dojarką Putina nie jest pozbawione sensu. Przygotowuje bowiem Europę do uczynienia z niej części wielkiej Rosji w  sensie dosłownym. W tym momencie staje się zrozumiałe dlaczego TSUE osłabia francuską armię? Jest ona bowiem najsilniejszą dzisiaj armią na kontynencie, z którą w trakcie realizacji planu Dugina zetrą się zagony wojsk rosyjskich. Wyjaśnia też czyją agendą jest TSUE!

Interesujące jest też to jak dalece w błędzie pozostają Niemcy. Nie będą żadnym dystrybutorem rosyjskiego gazu, jeśli Rosjanie zrealizują swoje plany, lecz zwykłym kołchozem zaopatrującym moskiewskie stoły, z wyjątkiem Merkel może, która za swoje usługi dla cara częściej odwiedzać będzie jego czarnomorskie posiadłości, z psem!

Rola D. Tuska, przybocznego dojarki jawi się wystarczająco klarownie, żeby ją naświetlać. Dziwią natomiast komentarze na temat tego co wyrabia w Polsce. Nie chodzi o żadne przejęcie władzy przez KO. Chodzi o to samo co robi TSUE, czyli sianie chaosu i dezorganizację życia w Polsce. To jest właściwy cel jego posłannictwa. Dziwi też, że kontrwywiad siedzi cicho?

Krystian Wojaczek

POWRÓT AGENTA

                                                  Ostatnio poświęca się sporo miejsca w medialnych przekazach powrotowi do kraju niejakiego Tuska. Wystarczy krótka lektura komentarzy na ten temat, poza być może komentarzem red. Sakiewicza, by zorientować się, że faktyczny cel tego „powrotu” nie funkcjonuje w nadętych główkach polskiej klasy politycznej. Najczęściej usłyszeć można, że to przemożna pani promotor tegoż popychadła przechodzi na emeryturę, dlatego ów poddany wraca do kraju. Jest jeszcze wiele innych, w rodzaju, że leń, że nie lubiany na Zachodzie itp.

Tymczasem pomijana jest jedna strona działalności owego delikwenta, nie wykluczone, że najważniejsza: wyjątkowe uzdolnienia do destrukcji. Przed swoją misją zagraniczną doskonale radził sobie w tej roli w Polsce, począwszy od eliminacji dwóch pozostałych tenorów, założycieli ostatecznie totalnego ugrupowania, przez likwidację polskiego przemysłu, aż po dokonanie centralne – „rozłączenie wizyt w Katyniu w 2010 roku”.

Misja zagraniczna też jest pełna sukcesów. Wystarczy wspomnieć brexit, naciski wywierane na Polskę, czy chociażby pozbycie się Partii Orbana z Europejskiej Partii Ludowej. Jak widać to nieposzlakowany życiorys nacechowany tajemniczymi rozmowami z Putinem na molo i przekonaniem środowiska tego ostatniego, że to ich człowiek w Warszawie, po wiernopoddańcze, publiczne deklaracje wdzięczności, wypowiadane łamaną germańszczyzną wobec drugiej strony, historycznego układu kontynentalnego.

Pytanie zasadnicze jest proste: z jaką misją spec od destrukcji, bez jakiegokolwiek programu politycznego, jest wysyłany z powrotem do Polski, w sytuacji wzmożonego napięcia politycznego i gromadzonych na rubieżach zachodnich Rosji wojsk rosyjskich?

Krystian Wojaczek

PLAGIAT OBAMY

                                    Jedna z ostatnich wypowiedzi byłego prezydenta USA Baraca Obamy szokuje, mimo że to co wyprawiał w czasie swojego używania krzeseł w Białym Domu nie powinna. (Siedział na owych stolcach i trząsł się ze strachu przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji). Otóż w tej, koronowanej pokojową nagrodą Nobla główce, przed dokonaniem czegokolwiek jako prezydent, zaistniała rewolucyjna myśl na temat tego, że to co stało się w USA, w czasie ostatnich wyborów prezydenckich, jest zaledwie początkiem tego co powinno się stać na świecie. Co się stało? To po prostu, że konserwatywny prezydent Donald Trump, został odsunięty od władzy nie wyniku przegranej a oszustw i kłamstw lewicy wspieranej przez media. (Teraz gdy rządzi ich przedstawiciel sami wprost o tym mówią). Otóż ów gieroj Black Lives Matter gotów jest eksportować komunistyczną rewolucję na cały świat. Zapomniał biedak o jednym, że jest to plagiat. Pierwszym, w XX wieku, który taką myśl powziął i próbował wprowadzić w czyn, był mister W.I. Lenin, chociażby w wojnie z Polską w 1920 r. Na przeszkodzie stanął Cud nad Wisłą. Warto o tym pamiętać!

W. I. Lenin praw autorskich od Obamy dochodził nie będzie. Ma jednak zdeterminowanego w tej kwestii następcę, który w  nieodległym czasie wyperswaduje amatorom zza oceanu, że to nie ich domena.

Krystian Wojaczek

DEMOKRATYCZNA FORMA PRZEMOCY

                             Ostatni popis warszawskiego nieroba w Atlantic counsil jest klasykiem tego z czym od dawna mamy do czynienia – radykalną formą przemocy polegającej na przypisywaniu sobie sukcesów przeciwników politycznych, przy równoczesnym obrzucaniu ich błotem i permanentnej negacji nie tylko ich dokonań, ale także prawomocności pozostawania u władzy. Czas ma to do siebie, że pewne elementy ostrości obrazu zaciera. Na to liczą złodzieje, oszuści i zabójcy, skrzętnie ochraniani przez podobnych sobie sędziów, w sytuacji, w której, jak twierdzą również  rządzący, swoje przekonania w demokracji wyrażać może każdy. Właśnie tu jest nie tylko luka prawna ale cała wyrwa, która sprawia, że owo narzędzie „prawo do wyrażania opinii w demokracji” staje się w świecie dominacji mediów potężnym narzędziem przemocy i zabijania przeciwnika, nie tylko politycznego. Przykłady można mnożyć poczynając od przemocy w rodzinie, w której penalizowana jest przemoc fizyczna (i słusznie), pomijana zaś przemoc psychiczna, szczególnie słowna. Pyskacze i dobrze werbalizujący górą tak jak ów nierób z Warszawy. Przemocą tą wypełnione są różne poziomy życia społecznego i tzw. samorządy, które nie mają najczęściej wiele wspólnego z samo rządzeniem się obywateli, ponieważ dzięki owej przemocy różnej maści tupeciarze i bandyci, których miejsce jest za kratami więziennej celi,  dziesiątkami lat zanieczyszczają powietrze nie tylko urzędów, ale też na zewnątrz, tworząc smog, by potem zwalać to na karb swoich podwładnych i tzw. kopciuchów. (Gdyby owej przemocy nie było a pieniądze samorządowe szły tam gdzie powinny, wiele z tych kopciuchów dawno by nie było). Przyszło nam dożyć czasów, że ta, tolerowana forma demokratycznej przemocy zaowocowała (jak to ładnie brzmi!) zabójstwem polityczno-medialnym prezydenta największego mocarstwa świata, prezydenta Trumpa. Prezydenta, który nie rozpoczął w czasie swojej kadencji żadnej wojny, patronował natomiast skutecznie postępującym procesom pokojowym na Bliskim Wschodzie. O tym czy to było główną przyczyną demokratycznej przemocy wobec prezydenta Trumpa, świat dowie się, niewykluczone, w nieodległej przyszłości.

Z perspektywy zaś patrząc, jest niemal pewne, że również dla owej demokratycznej formy przemocy, świat porzucił Dekalog z jego ósmym przykazaniem.

Krystian Wojaczek

POSTPONOWANA ANATOMIA

  Hitem ostatnich dni jest podpisywana przez młodzież lista z oczekiwaniem anulowania powrotu do nauczania stacjonarnego w b.r. szkolnym. Hitem są wypowiedzi podkładających się owej młodzieży dyrektorów szkół, czy tzw. „pedagożek” (bo tytuł pedagoga im nie przysługuje).

Hitem jest larum podnoszone przez czynowników tzw. Unii Europejskiej z powodu odmowy przez Rosję udzielenia wiz wjazdowych na jej terytorium dla siedmiorga bodaj ich urzędników, w tym Sassolego i V. Jourovej.

Największym hitem jednak jest traktowanie zgromadzonych rosyjskich wojsk na Krymie i w okolicach Donbasu jako przygotowania do inwazji Ukrainy a nie do operacji w basenie Morza Śródziemnego i na terenie nieudolnie zarządzanej przez owych urzędników Unii Europejskiej. Wystarczy sięgnąć pamięcią, jeśli komukolwiek się chce, do czasu poprzedzającego inwazję Czechosłowacji w 1968 r. Pamiętam gromadzone i stacjonujące długimi miesiącami, między innymi w okolicach Rybnika, wojska ZSRS. Widać, że w Rosji niewiele się zmieniło.

To co się zmieniło to fundamentalne przewartościowanie w wykorzystaniu przez wielu (nie wiem czy nie przez większość) poszczególnych części anatomicznych człowieka. Głowa, która zwykle służy do myślenia zostaje dzisiaj nagminnie pozbawiana tej funkcji i zastępowana w tej roli przez tą część ludzkiego ciała, która jest zlokalizowana tam gdzie kończy się szlachetność pleców. I to jest wspólne inicjatywie leniwych nieuków, popieranych przez pedagożki oraz unijnych czynowników, którzy nie potrafią zmajstrować kontraktu na szczepionki, za to protestują, że papa Putin nie chce ich wpuścić do swojego raju.

Widać wyraźnie, że mająca się ciągle dobrze epidemia nie dotarła ze swoim przesłaniem do postponowanych mózgów. Będzie to musiał zrobić swoim żelastwem ubóstwiany na Zachodzie papa Putin.

Krystian Wojaczek

CYWILIZACJA MASKI

Wracając kiedyś pociągiem z pracy do domu, wypadło mi podróżować z młodą dziewczyną, która okazała się być absolwentką kierunku funkcjonującego pod tytułem: „Marketing i zarządzanie”. Był to wówczas podobnie jak dzisiaj topowy kierunek studiów. Rozmowa była ciekawa i żywa a tym co coraz bardziej przykuwało moją uwagę były kategorie myślenia i wartościowania owej młodej osoby. Punktem kulminacyjnym okazała się różnica, jaka ujawniła się między nami w kwestii nazwania jednego z produktów sprzedaży w taki sposób, który zmieniał w istotny sposób jego działanie na plus oczywiście. Nazwałem to kłamstwem, podczas gdy moja rozmówczyni promocją. Różnica między nami okazała się być nie do przezwyciężenia. Rozmówczyni nie kwestionowała tego, że przypisywany produktowi atrybut nie przynależy. Była tego świadoma. Uważała jednak i do tego wydawała się być przekonana, że owo przekłamanie jest w pełni uzasadnione. W imię czego? Marketingu? To słowo w dyskusji nie padło ani razu.

Powyższą rozmowę podróżniczego życia można by potraktować jako nie znaczący epizod, który rozwiany został wiatrem po opuszczeniu pociągu przez rozmówców gdyby nie jeden mały szczegół. Ów epizod okazuje się symbolem życia społecznego, czasem też gospodarczego, najbardziej jednak politycznego współczesnych. Wystarczy trochę pomyśleć a przykłady zaczną lawinowo biec przed oczyma obserwatora. Konstatacja jest smutna, ponieważ zaczyna on wówczas rozumieć, że jest zanurzony w cywilizacji kłamstwa.

Dziwnym zbiegiem okoliczności przedstawiciele tej cywilizacji zostali zmuszeni do zakrywania twarzy, żeby po prostu przeżyć w sytuacji szalejącej pandemii, dziesiątkującej jej członków. Cywilizacji bełkotliwych mumii, usiłujących cokolwiek przekazać drugiemu zza ratującego życie kawałka szmaty. To dziwne, ale zanim owo opatulenie na gębach ludzi się pojawiło, szkoleni na tzw. uniwersytetach, przez tzw. naukowców, sami sięgnęliśmy do diabelskiej szkoły kłamstwa (promocji) i uczyniliśmy ją swoim orężem w komunikacji z drugim człowiekiem. Tymczasem mnie uczono, nie tak dawno przecież, że istotnym czynnikiem międzyludzkiego porozumienia jest odkryta twarz człowieka, przynosząca mu, potwierdzaną słowem, życzliwość.

Krystian Wojaczek

WYJĄTKOWO ZARAŹLIWA MUTACJA

           W przekazach medialnych ostatnich miesięcy dominującym tematem jest wirus SarsCov 2 i jego pomoc okazywana człowiekowi w przedostawaniu się na tamtą stronę lądu. Dopóki wskaźnik pt. „zmarli” był taki sobie, pewna frakcja medialnych i parlamentarnych półbogów, wrzaskliwie przekonywała pospólstwo, że cała pandemia to jedna wielka ściema. Dopiero pojawienie się, we wskazanym parametrze potężnych setek, dziennie ewakuowanych na tamtą stronę lądu, jakby ostudziło ich animusz, chyba nie tyle z powodu odkrycia faktu, że ich niezdolne do kontaktu z rzeczywistością mózgi, straciły swą funkcjonalność, ale dlatego, że nie są w stanie już pociągnąć za sobą klakierów łamiących podstawowe zasady zachowania w czasie epidemii. Wspomniani geniusze społecznej destrukcji przyczyniają się w ten sposób do przedłużania epidemii ze wszystkimi tego konsekwencjami. Powodują spowolnienie rozwoju gospodarczego Polski z nielicznymi wyjątkami (bo korzyści odnosiły i odnoszą zakłady pogrzebowe no i proboszczowie). Choćby z tego powodu dawno powinni byli zostać pociągnięci „za konsekwencje”, bo o prawdziwym karaniu tego typu sabotażystów nikt w tym kraju nie myśli.

Mutacja wirusa, która dopadła mózgi wspomnianych wyżej destruktorów życia społecznego jest, gdy przyjrzeć się dokładnie, od dawna zadomowiona w naszym kraju. Od pewnego już czasu występuje pod numerem 2050. Proponuje rozwałkę życia społecznego w sposób identyczny niemal do pozostałych „opozycjonistów”, mających za patrona „Mistera NIET”. Młodszych informuję, że chodzi o słynnego niegdyś w rosyjskiej dyplomacji A. Gromyko, który na wszelkie propozycje rozmówców  z poza Kremla odpowiadał „NIET”,  dokładnie tak samo jak PO i spółka wobec rządzących. Interesujące jest to, że Gromyki już dawno nie ma na scenie politycznej świata, natomiast strategia prowadzenia „polityki” jak najbardziej. Właśnie najnowszym jej ucieleśnieniem jest mutacja 2050 z jej naczelną przynętą. Przynęta ta posiada wyjątkowe zdolności przepoczwarzania się, jeśli prześledzić drogę życia a właściwie mutowania do ostatniej formy 2050. Okazuje się być wyjątkowo zaraźliwa skoro ma już tyle procent poparcia. Smutne w tym jest to, że tu niestety Pfizer nie pomoże!

Krystian Wojaczek