„PO TYŁKU” OD NATURY…

                                                
Powoli cichnie wrzawa po wydarzeniach w Tatrach 22 sierpnia br. Jest więc czas by już z pewnego dystansu spojrzeć na to co się stało. Wniosek jaki się nasuwa jest jeden: stało się to, co w górach się dzieje gdy znajdujący się tam ludzie przestają używać rozumu. To właściwie wszystko.

Należy jednak koniecznie zwrócić uwagę na wyciągane i upowszechniane medialnie wnioski z tego wydarzenia. To sprawdzanie czy ostrzeżenia były wystarczające, nieprawdziwe, wszystko na to wskazuje, stwierdzenia dziennikarzy o tym, że burza przyszła tak szybko iż nie było czasu na reakcję, że należy korzystać z aplikacji w telefonach, jeszcze głupsze, napuszonych do granic śmieszności psychoterapeutów od trzymania za rączkę (za pieniądze podatnika) tych w traumie itp.

Dlaczego na to zwracam uwagę? Dlatego, że to przykre doświadczenie, znamienne w swoim wymiarze liczbowym poszkodowanych, niesie potężny walor ozdrowieńczy i pedagogiczny dla głupiejącego społeczeństwa, któremu wydaje się coraz bardziej, że może wszystko. Patologia życia małżeńskiego i rodzinnego, oczernianie i kłamstwa w życiu społecznym, sprzeniewierzanie się uniwersytetów swojej podstawowej misji odkrywania prawdy, profanacja Eucharystii, symboli Maryjnych, Krzyża, ewidentne bluźnierstwa na niespotykaną dotąd w Polsce skalę, przy braku zdecydowanej reakcji ze strony większości społeczeństwa dowodzą, że to uchodzi za normalne, że to ludzie decydują o wszystkim.

Wydarzenia w Tatrach pokazały, że tak  nie jest. Pokazały, że są pewne zasady, którym człowiek MUSI się podporządkować, jeśli chce żyć i być zdrowym, nie tylko na ciele, ale i umyśle. W tym kierunku szły niektóre komentarze ratowników TOPR-u i meteorologów. Znamienne były wypowiedzi tych pierwszych, którzy wyraźnie twierdzili, że mieli od ludzi w terenie sygnały o grzmotach przynajmniej pół godziny wcześniej aniżeli nastąpiła kulminacja wydarzenia. Musieli to słyszeć również poszkodowani. I co? I nic! Dlaczego. Bo to człowiek decyduje o wszystkim a nie jakieś grzmoty! To co było istotne dla zdrowia i życia poszło mimo uszu!

To co stało się w Tatrach jest zaledwie delikatnym klapsem natury przypominającym głupcom, którym wydaje się, że mogą wszystko, dokąd prowadzi takie podejście, dodajmy, skwapliwie podtrzymywane przez wielu pracowników mediów. Narracja TOPR-u i meteorologów już nie jest słyszalna. Aplikacje się liczą, czyli wytwór człowieka.

Krystian Wojaczek   

MAMY ICH W POLSCE!

                                             Ostatnie wydarzenia w Poznaniu dowodzą jednoznacznie, że najbardziej odrażające wyczyny zbrodniarzy państwa islamskiego, podrzynających gardła swoim ofiarom, są propagowane w Polsce pod tęczową flagą. Jak widać zapobiegliwość rządzących w nie przyjmowaniu terrorystów z Bliskiego Wschodu i Afryki na nic się zdała. Przyszli jako tęczowi i co najgorsze są akceptowani przez instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo obywateli. To się nazywa współudział  w zbrodni! Co więcej te pseudo-instytucje bezpieczeństwa grożą przede wszystkim tym, którzy chcieliby się bronić, bo jak twierdzą mówić można wszystko tylko robić nie można. Mamy więc sytuację podobną do tej na Bałkanach, gdzie na oczach sił rozjemczych (holenderskich) wyrżnięto całkiem pokaźną liczbę miejscowych i nic tym holenderskim bandytom się nie dzieje (za bezczynność), podczas gdy tamci już dawno zgnili w ziemi. Podrzynanie gardła czemuś co  ewidentnie obrazuje konkretną osobę jest niczym innym jak namawianiem do takiej zbrodni. Durnie rządzącej prawicy udają, że tego nie widzą a terrorystyczna zaraza spod tęczowej flagi się szerzy.

I oni chcą by na nich głosować! Problem w tym, że reszta jest jeszcze gorsza!

Krystian Wojaczek  

PRZEBUDZENIE OLBRZYMA

                           Redaktor Naczelny Gazety Polskiej Tomasz Sakiewicz pisze o przebudzeniu „olbrzyma” w starciu z neomarksistowską ideologią LGBT. Bez dwóch zdań ma rację. Doszło do przebudzenia „Olbrzyma”, być może jeszcze nie do końca, ale jednak. Dziennikarskie doświadczenie Redaktora Sakiewicza trafnie podpowiada mu, że zachowania propagatorów bezbożnej ideologii, finansowane zresztą i wspierane z poziomu ponad państwowego (choćby udział koncernów międzynarodowych np. IKEA) zderzyły się ze skutecznym odporem „Siły” uruchomionej w społeczeństwie broniącym swojej wiary Bogu i płynącej stąd tożsamości człowieka, małżeństwa i rodziny.    

Kim jest ów olbrzym, o którym pisze red. Sakiewicz?

Odpowiedź jest prosta. On ma na imię Lud Boży. Odpowiedź jest prosta dla tych, którzy przyjmują oficjalną naukę Kościoła, w tym wypadku przede wszystkim tą wyrażoną w nauczaniu Soboru Watykańskiego II (Lumen gentium i Gaudium et spes). Piszę o tym nie dlatego by ją tu przytaczać, ale dlatego, że w Polsce mamy do czynienia z dwoma procesami w tej materii. Pierwszym jest bardzo niska asymilacja nauki Soboru Watykańskiego II, nie tylko przez ludzi świeckich, ale także przez duchowieństwo i wielu hierarchów. Ich wypowiedzi kierowane do ludzi świeckich właśnie poprzez „lud boży” w odróżnieniu od kręgów hierarchii i duchowieństwa są na porządku dziennym. Tak jakby oni nie należeli do Ludu Bożego?

Drugi proces jeszcze bardziej destrukcyjny to podejrzewanie Soboru Watykańskiego II o „krecią robotę” wewnątrz Kościoła. Efektem jest odwrót wielu duszpasterzy od reform wprowadzonych przez Sobór również w sferze liturgii. Efektem są prymitywne socjotechniki stosowane przez część duszpasterzy, niektóre z pogranicza ortodoksji wręcz.

Ofensywa neomarksizmu pod tęczową flagą i wydarzenia zapoczątkowane homilią Abpa Jędraszewskiego są żywym dowodem na aktualność nauki Soboru o Ludzie Bożym i proroczym wymiarze nauki Kościoła. Konstytucje Lumen gentium i Gaudium et spes ukazały się ponad pół wieku temu. Gdyby zostały potraktowane w Polsce poważnie i rzetelnie nie jest wykluczone, że obecny bieg wydarzeń byłby zupełnie inny.

Krystian Wojaczek

METODA SYNERGII W STARCIU Z IDEOLOGIĄ LGBT

        Metoda synergii jest metodologicznie poprawnym zestawieniem, w poszczególnych kwestiach, nauczania Kościoła (jako modelu) i czerpanych z  nauk szczegółowych rozwiązań know how. Jako taka jest wręcz konieczna we współczesnych zmaganiach, nie tylko duszpasterstwa, ale społeczności Kościoła z zagrożeniami ideologii spod tęczowej flagi. Nic dziwnego, że grunt pod to rozwiązanie przygotował, w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku Sobór Watykański II, głównie w konstytucji Gaudium et spes.

Siła perswazyjna metody synergii polega na ukazywaniu zgodności rozwiązania modelowego, czerpanego z nauki Kościoła z badaniami naukowymi. W ten sposób wytrąca, promowanej przez różne instytucje, ideologii LGBT główny argument „naukowości”. Przypomnijmy, że „jedynie słuszna” ideologia spod znaku czerwonego sztandaru przez dziesiątki lat była określana „światopoglądem naukowym”. Nadal, wyniesiona do roli bóstwa „naukowość” jest podpórką neomarksistowskiej rewolucji. Tu się nic nie zmieniło, poza zastąpieniem czerwonego sztandaru tęczową flagą a dyktatury proletariatu dyktaturą mniejszości seksualnych.

Niemrawa reakcja instytucji Kościoła w Polsce (poza wyjątkami jak abp. Jędraszewski) wynika ze słabego przygotowania duchowieństwa a w konsekwencji i wierzących świeckich. Dodatkowo okres poprzedzający ideologiczne uderzenie w Polsce poprzedziło, teraz widać to wyraźnie, uderzenie wewnątrz szeregów duchowieństwa, podważające zaufanie do nauki Soboru Watykańskiego II. Właściwe środowiska duchownych dobrze wiedzą o czym piszę i powinny zrobić solidny rachunek sumienia, sobie, nie innym!

Krystian Wojaczek

CO POWIEDZIAŁ ABP JĘDRASZEWSKI 1 SIERPNIA W KRAKOWIE?

Wrzawa, podniesiona po homilii abpa Marka Jędraszewskiego w 75 rocznicę Powstania Warszawskiego dowodzi trafności diagnozy postawionej przez arcybiskupa. Odrastanie i rozrastanie się neomarksistowskiej hydry pod tęczową flagą wymaga reakcji ze względu na charakterystyczną dla tej ideologii nowomowę, agresję i zapędy totalitarne (dokładnie to samo co niosła jedynie słuszna ideologia poprzednich lat). Zakaz propagowania ideologii komunistycznej jest omijany w ten sposób. Reakcja na homilię abpa Jędraszewskiego, który nazwał towarzyszące nam zjawiska po imieniu znaczy tylko jedno: arcybiskup trafił w sedno sprawy.  

Wypowiedź arcybiskupa jest ważna z jeszcze jednego powodu, praktycznego milczenia episkopatu, poza niemrawymi pomrukami, na bluźniercze występki przedstawicieli neomarksistowskiej forpoczty wyśmiewających najświętsze dla katolika  wartości takich jak Eucharystia, czy kult maryjny. Zdecydowanie protestuję przeciw tolerowaniu tego typu zachowań.

Wszystkim tym, którzy pienią się z powodu kulturalnej i spokojnej wypowiedzi abpa Marka Jędraszewskiego pragnę uświadomić, że nie pieniliby się, gdyby postępowanie ich i tych, których bronią, dotyczyło islamu. Po prostu gryźliby dawno ziemię! Wydarzenia z niedawnej przeszłości są jednoznaczne w swej wymowie.

Krystian Wojaczek

NOWOTWORY A ZACHOWANIA LGBT

Agresywne działania bojówek LGBT, mające na celu narzucenie swojej ideologii większości, wymagają reakcji społeczeństwa wobec ewidentnie błędnych w tej materii działań władz publicznych i episkopatu Polski. W toczącej się już dyskusji na ten temat należy przede wszystkim zwrócić uwagę na istotny, choć nie jedyny element manipulacyjny. Polega on na tym, że udało się wmówić większości społeczeństwa, iż zachowania LGBT są identyczną normą jak zachowania heteroseksualne, co jest ewidentną nieprawdą. Fakt, że nie w każdym przypadku jesteśmy w stanie określić źródeł takich zachowań nie świadczy w najmniejszym stopniu o możliwości uznania ich za normę. Dlaczego nowotworowych zachowań organizmu człowieka nie uznaje się za normę tylko w każdym przypadku za patologię, którą usiłuje się leczyć z różnym zresztą skutkiem. Wyobraźmy sobie sytuację, w której nowotwory traktujemy za normę i celowo rozwijamy warunki ich powstawania. Nikt przy zdrowych zmysłach nie oceni pozytywnie takiego postępowania. Niestety tak się dzieje w przypadku propagowania zachowań LGBT. Nie ulega bowiem wątpliwości, że jednym z istotnych czynników ich powstawania jest wychowanie. Takim elementem są niestety tzw. marsze równości, które z równością nie mają nic wspólnego. Są natomiast promocją patologicznych zachowań i wyrabianiem poglądu o ich normie.

Z tej perspektywy patrząc, zarówno postępowanie obecnego rządu, z wyjątkiem ministra Piontkowskiego, jak episkopatu Polski, z bpem Gądeckim na czele są błędne. Można próbować zrozumieć strach obecnych władz przed posądzeniem o dyskryminację, dlatego w dyskusji należy się skupić wyraźnie na demaskowaniu manipulacji, które środowiska lewicowo – liberalne kryją za tymi, społecznymi zadymami. Na uwagę, w tej materii zasługują trafne wypowiedzi ks. Prof. Dariusza Oko z Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie. Należy wyraźnie nagłaśniać, dostępne wyniki badań wspomnianych patologicznych zachowań. Wtedy społeczeństwo a przynajmniej ta jego część, która myśli szybko zrozumie, że zachowania LGBT to żadna norma!

Krystian Wojaczek

OD DYKTATURY PROLETARIATU DO DYKTATURY RODZIN

          Medialny show wokół rodziny trwa w najlepsze i co istotne jest eskalowany. Zadziwiającym wyrazem tej eskalacji jest stwierdzenie premiera Morawieckiego o tym, że to „rodziny powinny rządzić”. Nie ukrywam, że wypowiedź ta solidnie zazgrzytała w moich uszach. Stało się tak nie tylko dlatego, że dziesiątki lat spędziłem ucząc się i pracując w kraju, w którym czerwone kacyki, których resztki Schetyna desygnował do europarlamentu, rano, wieczór, we dnie i w nocy trąbiły o rządach jedynej słusznej siły narodu – klasy robotniczej. Inaczej mówiąc żyłem w czasach dyktatury proletariatu.

Stało się tak dlatego również bo nie rozumiem dlaczego premier pozwala sobie publicznie wykluczyć z owego rządzenia, niezależnie od tego jak go pojmuje, ludzi samotnych i małżeństwa. Zakładam wszak, że jako premier potrafi rozróżnić małżeństwo od rodziny, choć mam do tego coraz więcej wątpliwości. Wygląda na to, że źle głosowałem skoro na głównym stanowisku wykonawczym kraju znalazł się bankier wprowadzający dyktaturę rodzin tym razem. Dla osób samotnych i tych co żyją w małżeństwach a nie w rodzinach, efekt będzie podobny do życia w kraju dyktatury proletariatu, jeśli nie byli wówczas proletariuszami.

Mogę sobie wyobrazić jak podnosi się ujadanie obronnych piesków jedynie słusznej dyktatury rodzin. Mnie jednak martwi nie to szczekanie a bełkot najważniejszych osób w państwie, który zdradza potężną ignorancję w omawianej kwestii, ponieważ stać się może kamieniem upadku tego o czym myśleliśmy, że jest odbudową cywilizacyjną Polski, po dziesiątkach lat czerwonego zniewolenia.

Krystian Wojaczek

GŁUPCZE….

                        Wydarzenia ostatnich miesięcy wydawały się wskazywać, że na pewną kategorię ludzi, dobrze umocowanych w strukturach takiej, czy innej władzy, nie ma żadnej siły, która byłaby w stanie cokolwiek naprawić w ich otoczeniu, pełnionym urzędzie, pociągnąć do odpowiedzialności za popełnione i popełniane przestępstwa. Wystarczy przytoczyć choćby aferę Amber Gold, czy permanentnie torpedowane działania komisji w sprawie reprywatyzacji warszawskich kamienic. Wybory samorządowe właściwie w znacznym stopniu spetryfikowały  ten stan rzeczy, wspierając społecznym i demokratycznym mandatem wiele takich układów, które można nazwać patologicznymi choćby z racji długości ich trwania. 6 kadencja P. Adamowicza w Gdańsku jest tu klasycznym przykładem. Zdecydowana wygrana w wyborach samorządowych utrwalała zastany stan rzeczy, wydawałoby się nie do ruszenia w najbliższej przyszłości. Do ostatnich dni! Okazały się one istnym trzęsieniem ziemi, nie tylko dla Adamowicza, ale dla układu. Nawiasem mówiąc interesującym jest obserwować aktywność co niektórych, owym trzęsieniem spowodowaną, przypominającą stan grypy żołądkowej z jej centralną przypadłością.

Spojrzenie z dystansu zdecydowanie zwraca uwagę na nieco inny aspekt całego splotu wydarzeń. Jest nim odniesienie do 12 rozdziału Ewangelii Św. Łukasza. Jego podsumowaniem są słowa: „Głupcze jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to coś przygotował? (Łk 12, 20).

Układ pewno jest niewierzący, więc „jakaś tam” Ewangelia nie zrobi na nim wrażenia. Rzecz w tym, że nagła i nieprzewidywana śmierć Adamowicza jest faktem, podobnie jak spowodowane nią trzęsienie układu. Słowa Ewangelii pozostają skutecznie prorocze, czy ktoś w nie wierzy czy nie. Warto by nad tym zastanowili się niektórzy hierarchowie Kościoła katolickiego w Polsce, choćby dlatego, że w wypadku odprawiania Mszy św. za śp. Jolantę Brzeską, wydaje się, wykazywali się mniejszą gorliwością niż w przypadku śp. Adamowicza.

Krystian Wojaczek

RÓBTA CO CHCETA

Przyszedł facet z nożem komandosa i zrobił to co chciał, to co Owsiak, ale też Adamowicz mu podpowiadali. Nie ulega wątpliwości, że Adamowicza dosięgło zło, które sam publicznie inspirował i promował. Wystarczy wskazać już samo promowanie orkiestry, której naczelnym hasłem jest tytułowe „róbta co chceta”. Jest to radykalnie demoralizujące i antyspołeczne hasło a to co dotknęło Adamowicza jest realistycznym zobrazowaniem tego do czego ono prowadzi. I proszę nie przywoływać tzw. pomocowych działań wspomnianej orkiestry. Nie znam żadnej z podobnych organizacji, z ewidentnie satanistycznymi włącznie, które eksponowałyby swoje destrukcyjne działania. Odwrotnie takie działania są tuszowane działaniami pomocowymi, charytatywnymi czy humanitarnymi. Problem jest w tym między innymi, że owe działania pomocowe są policzalne. Owsiak bardzo dba o to, żeby liczba owych instrumentów zakupionych ze środków orkiestry była wyraźnie podawana do publicznej wiadomości i nagłaśniana. Tymczasem działania demoralizacyjne, wyraźnie promowane przez instytucję Owsiaka, nagłaśniane praktycznie przez wszystkie media, również tzw. niezależne, posiadają nieporównanie większy zakres i skalę zniszczenia, aniżeli dobro owych inkubatorów i innych kamuflujących ową demoralizację gadżetów.

Inspiracja działań destrukcyjnych P. Adamowicza wykracza daleko poza uczestnictwo w orkiestrze i jej promowanie. Wystarczy przywołać jego udział w działaniach około afery Amber Gold, np. promowanie OLT Ekspres, mające na celu zniszczenie LOT-u, do dzisiaj niewyjaśnione sprawy korupcyjne z gdańskimi deweloperami, ewidentne oszustwa w zeznaniach majątkowych, niekorzystne dla Gdańska umowy z zagranicznymi firmami np. oczyszczającą ścieki, co ewidentnie skutkowało degradacją środowiska życia mieszkańców i wiele innych.  Sprytny kamuflaż, tupet i bezwzględność oto sposób na życie człowieka, dla którego ci słabsi nie mają znaczenia. Tym razem tym słabszym okazał się Adamowicz, mimo dziesiątków policjantów i członków służb ochrony.

Interesujący jest też moment zamachu: tzw „światełko do nieba”. Pojęcia ewidentnie zaczerpnięte z chrześcijaństwa, którego główna idea orkiestry jest zaprzeczeniem. Znaczy to i z tego należy zdać sobie sprawę, że mamy do czynienia z przemyślanym, perfidnym i wyrachowanym wprowadzaniem w błąd wielu osób, wychowanych w kręgu kultury chrześcijańskiej i związanych z nią pojęć, co do ostatecznego celu orkiestry. Trochę podobne do plakietki Matki Bożej w klapie marynarki Lecha Wałęsy. O tym powinni dzisiaj krzyczeć biskupi, bo to ich zadanie i obowiązek. Kłania się II przykazanie Dekalogu. Oni jednak milczą.

Krystian Wojaczek

Dodaj nowe

BLUŹNIERSTWO I PROFANACJA KRZYŻA U PODSTAW „PODZIAŁU POLAKÓW”

            Ósma rocznica zamachu smoleńskiego jest okazją do tworzenia szumu wokół podziału jaki istnieje między Polakami i nawoływania do jedności. Dodać należy, że ów szum, tworzony nie tylko przez dziennikarzy, lecz niestety również przez niektórych duchownych, staje się szumem głębszego podziału niż, jakby mogło się wydawać, próbą jego niwelacji. Dzieje się tak dlatego, że ową jedność narodową próbuje się „spowodować” odrzucając dwa warunki konieczne do jej zaistnienia.

Pierwszym jest uświadomienie sobie skąd się wziął fenomen mesięcznic smoleńskich, na co zwraca uwagę redaktor Piotr Semka. Otóż został zapoczątkowany walką o krzyż, który usiłowano zabrać uczestnikom spotkań pod pałacem prezydenckim. Krzyż, który przeciwnicy spotkań, tzw. opozycja bezceremonialnie bezcześciła wieszając na nim pluszowego misia, czy puszki po piwie Lech. Wszystko jest udokumentowane przez redaktor Ewę Stankiewicz.  Koniecznym jest przypomnieć również działania władz kościelnych archidiecezji warszawskiej, „internujących” krzyż smoleński w kościele. Jak ważna była sprawa walki o krzyż w tamtych okolicznościach świadczy choćby założenie przez polonię w Paryżu (więc na obczyźnie) Stowarzyszenia Obrońców Krzyża, które włączyło się w jego obronę w Warszawie. To jest doświadczenie tzw. „katolickiej Polski”, która jedności nie doświadczy, nawet gdyby frekwencja uczestnictwa w nabożeństwach była wielokrotnie wyższa niż jest obecnie, ponieważ znakiem zjednoczenia ludzkości po grzechu jest Krzyż Chrystusa i Jego Zmartwychwstanie.

Po wtóre jedność danej społeczności może powstać na fundamencie prawdy. W tym wypadku prawdy o zamachu (to już właściwie nie ulega wątpliwości), ale też prawdy o patologii funkcjonowania państwa polskiego, która jest ukrywana na wszystkie możliwe sposoby, nie tylko przez ówcześnie rządzących, ale także przez ludzi, którzy z tamtego systemu pozostali w mechanizmach funkcjonowania państwa do dzisiaj. Wystarczy posłuchać co wygadują przesłuchiwani w poszczególnych aferach, żeby pozbyć się złudzeń co do ich szczerości i dobrej woli zjednoczenia w prawdzie.

Warto na koniec zapytać przywódców Kościoła katolickiego w Polsce co robią, oprócz pustej gadaniny o braku jedności Polaków, w celu jej przybliżenia. Wygląda na to, że są równie podzieleni co społeczeństwo.

Krystian Wojaczek