WYBORY PREZYDENCKIE

              Obserwacja tego co dzieje się wokół wyborów prezydenckich Anno Domini 2020 przyprawia o mdłości, delikatnie to ujmując. Reakcja ta nie jest powodowana przez zachowania tzw. totalnej… bo, że jest tam zgraja zdrajców, oszustów, kłamców, pracujących pod dyktando dawnej bezpieki, to wiadomo od lat. O mdłości przyprawia naiwność i głupota tzw. zjednoczonej prawicy, która po tylu latach zmagań ze wspomnianymi bandytami, nie tylko nie powsadzała ich do więzień (a jest za co), ale wymyśla  jakieś formy współpracy???????? Oczywiście, żadnej współpracy nie będzie, ponieważ bandytom nie współpraca jest w głowie a doprowadzenie do ruiny Polski, czyli wszystkich nas, podczas gdy oni  będą się żywić tym co z tego kraju uda się wydrzeć, rozprzedać i podporządkować obcym. Zjednoczona prawica, co raz wystrychnięta na dudka, zostanie ośmieszona do tego stopnia, że straci poparcie wyborców, bo kto będzie chciał się identyfikować z naiwniakami i głupkami. Liczenie na beneficjentów tzw. programów społecznych też jest naiwnością w kontekście powiedzenia: „Polak mądry po szkodzie..” obudzą się gdy porządnie znowu dostaną w tyłek.

Na uwagę zasługuje również sytuacja w jakiej znalazł się Andrzej Duda. Nie ulega wątpliwości, że przyszło mu walczyć o II kadencję z ciągle dobrze zorganizowanym i działającym podziemiem dawnej bezpieki. Tzw. kontr-kandydaci (z nielicznymi wyjątkami), ich wypowiedzi i zachowanie nie pozostawiają złudzeń w tej materii. Intryguje pytanie, czy nie jest to nagroda za głupie veta a przede wszystkim wywalenie z rządu człowieka, który bezceremonialnie i przede wszystkim skutecznie tropił i zwalczał tą właśnie bezpiekę, popleczników Kremla?

Mimo wszystko życzę powodzenia.

Krystian Wojaczek

ZARZĄDZANIE KRYZYSEM

                            O tym, że mamy do czynienia ze światowym kryzysem epidemicznym i gospodarczym nie trzeba nikogo przekonywać. To, że w tej trudnej sytuacji doskonale radzi sobie polski rząd z premierem Mateuszem Morawieckim już nie do wszystkich dociera. Dlatego warto wymienić znaczące zagraniczne instytucje,  czy też ekspertów, którzy te fakty raportują. Na pierwszym miejscu należy wymienić Goldman Sachs, który wskazuje (zdaje się z pewnym zdziwieniem), że recesja w polskiej gospodarce będzie miała znacznie łagodniejszy przebieg niż sądzono. W pierwszym, bowiem kwartale gospodarka ta zanotowała 1,9% wzrost (zamiast recesji). Znany hiszpański ekonomista i wykładowca Harvard Business School Luis Huete wymienia natomiast Polskę na I miejscu jako tą, której udało się pogodzić dbałość o ludzi z ochroną gospodarki. Takich informacji z różnych stron świata płynie więcej. Warto więc w tym miejscu wyliczyć najważniejsze działania podejmowane przez rząd Morawieckiego w zarządzaniu wspomnianym kryzysem: bardzo szybka, wielokierunkowa reakcja na zagrożenie epidemiczne; wysyłanie misji medycznych do Włoch, USA czy Słowenii – szkolenie i wymiana doświadczeń; wprowadzenie potężnej, w stosunku do możliwości gospodarczych Polski, tarczy antykryzysowej. Bardzo ważnym jest to, że polski rząd, w tej trudnej i złożonej sytuacji miał wizję zarządzania tym kryzysem i dobrze wiedział co ma robić!

Na uwagę zasługuje również sposób z jakim rząd radzi sobie z problemem epidemicznym w śląskich kopalniach. Pomoc sprowadzana z innych regionów Polski w ramach solidarności, oto odpowiedź rządu premiera Morawieckiego na powstały problem a nie izolacja, jak chcieliby niektórzy i pozostawienie regionu samemu sobie. To jest katolicka nauka społeczna w praktyce!

Przypomnij sobie Czytelniku jaka była odpowiedź na problemy górników rządu Donalda Tuska – strzelanie do nich z broni gładko lufowej!

Koniecznym jest przytoczenie jeszcze jednego odniesienia: do zarządzania kryzysem w ramach Koalicji Obywatelskiej. To porzucenie samotnej Małgorzaty Kidawy Błońskiej,  wobec niskich notowań sondażowych i salwowanie się, skaczących wcześniej wokół niej buldogów, stawianiem na nowego kandydata, kosztem Polski, konstytucyjnych terminów wyborów i wielu innych krętactw. Dokładnie tak samo wyglądałoby zarządzanie kryzysem epidemicznym i gospodarczym, gdyby to bractwo rządziło Polską. Beneficjentami byłyby zakłady pogrzebowe i krematoria.

Krystian Wojaczek

STRACONE SZANSE

Często dzieje się tak, że człowiek, czy społeczności ludzkie stają przed oczywistymi szansami swojego rozwoju. Czasami pojedynczymi, czasami jest ich więcej na raz. Zazwyczaj każda taka szansa wymaga od zainteresowanych włożenia pewnego wysiłku, żeby z niej skorzystać. Przykładowo jeśli pojawia się szczepionka przeciw ospie to trzeba podjąć wysiłek zaszczepienia się, żeby nie zachorować. Sama szczepionka jako taka, jeśli nie wyciągniemy po nią ręki, nie obroni nas przed infekcją i chorobą. Jeśli pojawia się metoda uprzedzania kryzysu małżeństwa to trzeba po nią sięgnąć, żeby uchronić swój związek i zbudowaną na nim rodzinę przed poważnymi kłopotami, często rozpadem. Samo opracowanie i istnienie metody uprzedzania kryzysu jeszcze nikogo przed ewentualnym kryzysem małżeństwa nie uchroniło. Było (jest?) szansą, po którą małżonkowie mogli sięgnąć, rozwijając swój związek w taki sposób, by był odporny na jawiące się zagrożenia i uniknął kryzysu.

„Była szansą” bierze się stąd, że obecne warunki pandemiczne i dostępne środki walki z zarazą uniemożliwiają wykorzystanie istotnych, decydujących o skuteczności metody uprzedzania kryzysu małżeństwa, jej elementów, czyli podwójnej dynamiki: grupy i par małżeńskich. Wiele wskazuje na to, że samo zagrożenie wirusologiczne a tym samym izolacyjne środki obrony przed nim, pozostaną z nami nawet nie miesiące a lata. „(Jest?)” dlatego, że być może w jakiejś, trudnej dzisiaj do przewidzenia przyszłości, ludzkość upora się z istniejącym zagrożeniem i uwolni istotne elementy metody uprzedzania kryzysu małżeństwa? Pytanie jest inne: ile z zagrożonych kryzysem małżeństw będzie jeszcze wtedy małżeństwami, tym bardziej, że sama zaraza i jej przeciwdziałanie tworzą okoliczności niszczące relacje międzyludzkie takie jak postrzeganie drugiego jako zagrożenia oraz promujące izolację zamiast budowania relacji.(Czytaj więcej na podstronie „Pandemic time”).

Krystian Wojaczek

CZAS WERYFIKACJI I PRAWDY

Doświadczenie ludzi, związane z epidemią, widziane z pewnego dystansu, choć jest on ciągle mały, niesie już wyraźne przesłanki do rewizji życia, zarówno indywidualnego jak i społecznego. Jeśli chodzi o to pierwsze warto przyjrzeć się postępowaniu poszczególnych osób, szczególnie tych „ze świecznika”. Widać wyraźnie kto jest otwarty na pomoc tym w trudnej sytuacji a kto z wyprzedzeniem (ponad prawne wymogi) pozamykał swoje gabinety, usługi medyczne, wybudowane rękami ludzi świeckich kościoły itp. Widać zakonnice i zakonników spieszących z pomocą starym i niedołężnym w zagrożonych domach opieki społecznej, mimo iż wykonują coś innego. Widać misjonarki i misjonarzy, także świeckich, pozostających na służbie tym, z którymi byli dotąd, (w bardzo skromnych warunkach bytowych) mimo że mogli wrócić do kraju. Widać pielęgniarki, lekarzy i duszpasterzy umierających z powodu infekcji nabytej w czasie pełnionej posługi chorym (np. Włochy). Widać też klasztory pozamykane na kilka spustów, mimo że ci za drzwiami są obowiązani do sprawowania Eucharystii dla ludzi powierzonej im społeczności.

Mały patogen w zadziwiający sposób, niby ostrym mieczem oddzielił jednych od drugich. Kto ma oczy niech patrzy, bo dawno już ten widok nie był tak klarowny i jasny. 

Obraz jeszcze wyraźniejszy zaczyna rysować się w kwestiach społecznych i politycznych. Potężna, wydawałoby się organizacja, nazywana szumnie Unią Europejską nie zrobiła dotąd nic, by pomóc borykającym się z epidemią krajom członkowskim, no może poza przeprosinami za to, że nic nie zrobiono! Tymczasem, permanentnie atakowana Polska, nie tylko znacząco ograniczyła (w porównaniu do bardziej rozwiniętych krajów Europy) rozwój epidemii u siebie, ale wysyła wojskową misję medyczną do Włoch, USA, czy Słowenii, pomagając w jej zwalczaniu.

To w Polsce rząd zjednoczonej prawicy udziela pomocy instytucjom, które pozostają pod zarządem samorządów często atakujących ten rząd. To w Polsce zarówno rząd jak i prezydent zabezpieczają sytuację tych najsłabszych.

Jednak to również w Polsce istnieje wcale nie mała grupa ludzi: polityków, sędziów, samorządowców, „ludzi kultury”, niektórych fundacji, bezpardonowo atakujących rząd, za owe działania. Cały szereg tych działań posiada znamiona zdrady narodowej! Ten mały patogen doprowadził do tego, że zdrajcy musieli przekroczyć widoczną granicę zdrady i od winy wymówić się nie mogą. Kto ma oczy niech patrzy, rejestruje i pamięta.

Krystian Wojaczek

ODKRYWANIE PRAWDY III

                                       Światło dzienne ujrzały powiązania szefa WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) z komunistycznymi władzami w Pekinie. W skrócie: swój stołek zawdzięcza właśnie poparciu Pekinu. Po wtóre, jako Etiopczyk boi się narażać władzom w Pekinie, z racji gospodarczego uzależnienia Etiopii od Chin. Te przesłanki zdają się wyjaśniać zachowanie WHO w czasie doświadczanej przez świat epidemii.

Przypomnijmy, ostrzeżenia lekarzy chińskich o samym wirusie i jego zagrożeniu pojawiały się znacznie wcześniej, aniżeli podały to władze Chin. Lekarzy tych było kilkadziesiąt (jak wynika z różnych przecieków medialnych). Byli oni szykanowani przez władze komunistyczne Chin i zmuszani do deklaracji, że szkodzą państwu. Część z nich zmarła, zakażonych patogenem. O sprawie wiedziały władze Tajwanu, które informowały WHO. Ta agenda ONZ nie reagowała na te doniesienia, nie informując o epidemicznym zagrożeniu dla świata. Nie ulega zatem wątpliwości, że to WHO jest odpowiedzialna za skalę pandemii i spóźnione reakcje poszczególnych państw.

WHO bezbłędnie wykorzystała natomiast zagrożenie do uderzenia ideologicznego w Chrześcijaństwo, wprowadzając wyjątkowo restrykcyjne obostrzenia zgromadzeń religijnych w tym Eucharystii. Na tej podstawie aresztuje się w niektórych państwach księży, nie wspominając już o karach administracyjnych, za to że dopuszczają do uczestnictwa w Eucharystii więcej wierzących niż to sobie wymarzyły komunistyczne władze WHO. Wszystko pod płaszczykiem dbałości o życie i zdrowie, podobnie zresztą jak pod przykrywką praw kobiet zabija się tych najbardziej bezbronnych.

Zaskakuje też ślepe podporządkowanie się władz poszczególnych państw, ba episkopatów wytycznym WHO. Niejaki bp Skworc z Katowic poszedł jeszcze dalej, bo jak relacjonują księża nie toleruje nawet limitu owych 5 osób w celebracji eucharystycznej. Świeckim została tu odebrana możliwość uczestnictwa w Eucharystii. Wygląda na to, że szybkimi krokami zmierzamy do zejścia Kościoła do podziemia. Na powierzchni pozostaną pobudowane w ramach duszpasterstwa ceglano-betonowego kościoły, salki katechetyczne i biskupie pałace klerykalnej administracji, podporządkowanej komunistycznym władzom. Dokładnie tak jak w Chinach.

Krystian Wojaczek

ODKRYWANIE PRAWDY C. D.

Jak wskazano w poprzednim odcinku obecna epidemia, oprócz znaczącej destrukcji zdrowia ludzi, życia społecznego i gospodarczego demaskuje słabości dotychczasowego sposobu życia ludzi we wszystkich właściwie jego wymiarach. Dzisiaj kilka zdań na temat wybranej w Polsce strategii obrony i potraktowaniu ludzi wierzących.

Nie ulega wątpliwości, że Szumowskiemu, biskupom i części prezbiterów udało się to, co nie udawało się komunistom przez dziesiątki lat okupacji Polski – wyrzucić ludzi z Eucharystii. To jest fakt, z którego przyjdzie się rozliczyć. Bajdurzenie o transmisjach Mszy św., jako rozwiązaniu zastępczym można wciskać ignorantom (pewno jest ich w Polsce sporo – wynik takiego a nie innego duszpasterstwa a ostatnio też bredzenia niedouczonych dziennikarzy). Nadmienię jedynie, że istnieje istotna różnica między realną obecnością Chrystusa w Eucharystii a jej wirtualnym przeżywaniem i żadne stawanie, siadanie, czy klękanie przed telewizorem niczego tu nie zmieni.  

Więcej, moim zdaniem istnieje rozwiązanie, które w najmniejszym stopniu nie podważa stosowania radykalnej strategii walki z epidemią (polegającej na wykluczeniu niebezpiecznych kontaktów między ludźmi) z możliwością uczestnictwa tych, którzy chcą, w Eucharystii, przynajmniej niedzielnej. Należy sobie uświadomić charakter prowadzonego dotąd w Polsce duszpasterstwa, które nazwać można „ceglano-betonowym”. Było to duszpasterstwo nastawione na budowę kościołów i różnych pomieszczeń pomocniczych. Zasoby Kościoła katolickiego w Polsce w tej materii nie są małe. W związku z taką sytuacją istnienia dużych najczęściej pomieszczeń, z powodzeniem można było przyjąć jako rozwiązanie epidemiczne, propozycję abpa S. Gądeckiego, zwiększenia liczby Mszy św., tak by na każdej była tylko taka liczba uczestników, których odległości od siebie byłyby nie 1, czy 1,5  m. a 2 m. i więcej. Wymagałoby to jedynie zaangażowania woluntariuszy porządkowych i rejestracji (telefonicznie, lub internetowo), w której Mszy św. chcą uczestniczyć. Nie sądzę by były tłumy (w kościele, w którym uczestniczyłem w sytuacji dopuszczającej 50 osób było każdorazowo zaledwie kilkanaście, rozrzuconych po kościele w odległościach 2 -5 m.) Z woluntariuszami i kwestiami porządkowymi też nie ma problemu, czego dowiodły wielokrotnie organizowane pielgrzymki.

Już sam wysiłek rejestracji na Mszę św., jak i poddanie się rygorom porządkowym uczuliłyby uczestników na problem i jego wagę dla zdrowia i życia człowieka, społeczeństwa i całej ojczyzny. To wyczulenie powinno zostać podjęte w przepowiadaniu homilijnym w czasie Eucharystii.  Nie mam najmniejszej wątpliwości, że motywacja religijna do współpracy z władzą w zwalczaniu epidemii byłaby nieporównanie silniejsza, aniżeli wybrany przez władze wariant ateistyczny. Nie ulega bowiem wątpliwości, że rozwiązania przyjęte przez władze lekceważą i ignorują to czym żyją ludzie wierzący. Przyjęły prymitywny wariant oparty na strachu. Być może przyniesie jakieś efekty, choć patrząc na rosnące z dnia na dzień wyniki zakażeń i fakt, że jesteśmy w fazie późniejszej o 1 miesiąc w stosunku do Italii, rodzą się wątpliwości. Pierwsze zakażenie w Italii odnotowano 28 stycznia br. u nas 4 marca.

Nie należy przemilczać również tego, że spora część autorytetów w odnośnej dziedzinie nie ukrywa, że rozwiązanie problemu to kwestia miesięcy a nie tygodni. Dlatego skutki siedzenia w domu, zamiast rzetelnej informacji, dla osób nie objętych kwarantanną i takiego zorganizowania życia społecznego, by można było funkcjonować przez te kilka miesięcy z jak najmniejszą stratą dla poszczególnych osób, małżeństw, rodzin i gospodarki. O czym tu zresztą mówić, skoro do dzisiaj, od początku całego zamieszania, głupiego płynu do dezynfekcji rąk nie można kupić, choć Obajtek i Sasin zdają się mieć inne zdanie i bardzo dobre samopoczucie.

Pojawiające się informacje o ogniskach zakażeń zdają się dowodzić tego, że najsłabszymi ogniwami całej strategii są szpitale i domy pomocy społecznej a nie pojedyncze osoby. Epidemia w bezwzględny sposób obnaża zaniedbania rządów zjednoczonej prawicy, choć te niby sprzyjające ludziom wierzącym rządy pierwsze ostrze swoich restrykcji wymierzyły właśnie w ludzi wierzących. Warto o tym pamiętać. Zresztą sztandarowym symbolem tej postawy jest osławiony już „kompromis aborcyjny Morawieckiego”!

Krystian Wojaczek

ODKRYWANIE PRAWDY

Obsesyjna koncentracja na niewidzialnym patogenie (wirusie) sprawia, że zdecydowana większość społeczeństw zdaje się nie dostrzegać pozytywów (tak dobrze rozumiesz Czytelniku, pozytywów) jakie niesie epidemia. O jednym z nich poniżej.

Weźmy konkretną sytuację z jaką mamy do czynienia we Włoszech, ale nie tylko tam. Po wprowadzeniu rygorów życia społecznego w północnej Italii, mocno spóźnionych, to prawda, tysiące młodych ludzi, nic sobie nie robiąc z owych zakazów, rzuciło się wręcz w podróż na południe, skąd pochodzą. Szacuje się, że około 15% z nich już miało pierwsze objawy infekcji. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Obecnie jednym z regionów najdynamiczniej rozwijającej się epidemii w Italii jest Apulia, do której owi, mający w nosie rygory życia społecznego i odpowiedzialność za innych, młodzi się udali. Udało się im już wyciąć, bez użycia maczety, wcale pokaźną liczbę swoich  rodziców i dziadków. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Rzec można, ci ostatni dostali to na co sobie zasłużyli „lajtowo” wychowując swoich maminsynków i córeczki. Zjawisko lekceważenia drugiego człowieka i zasad życia społecznego dotyczy wszystkich właściwie krajów Europy, nie wykluczając „katolickiej” Polski. Epidemia po prostu ujawnia zjawisko potężnych deficytów wychowania i niszczenia autorytetów, koegzystujące z produkcją tabunów „pedagogów” i „psychologów”, faktycznie zajmujących się utwierdzaniem tego stanu rzeczy, zamiast wychowaniem. Proszę zobaczyć jak traktowani są choćby nauczyciele w szkołach, terroryzowani samowolą uczniów i wspierających ich w tej samowoli tatusiów i mamuśki. Wygląda na to, że ci ostatni zaczynają zbierać śmiertelne żniwo swojej głupoty.

Krystian Wojaczek

ATAK NA PODSTAWY CYWILIZACJI

                                        Jesteśmy świadkami bezprecedensowego ataku na fundamenty zachodniej cywilizacji. Są to : zabijanie ludzi w świetle prawa, ideologia Gender i LGBT, ekologizm, migracje, manipulacje w dziedzinie informacji (kłamstwo). Każdy kto choć trochę myśli musi postawić sobie pytanie: jak to się dzieje, że cywilizacja, której siłą i źródłem fantastycznych wręcz osiągnięć była logika myślenia i konsekwencja w postępowaniu pęka pod naporem głupoty, ignorancji i „fantazji” zupełnie  oderwanych od rzeczywistości, których finałem jest zniszczenie i nicość. Wystarczą pierwsze z brzegu przykłady. Ochrona kornika kończy się unicestwieniem zaatakowanej części Puszczy białowieskiej. Ochrona nad populacji dzików unicestwia ewidentnie hodowle rolnicze. Promocja ideologii Gender i LGBT unicestwia rodzinę i społeczeństwo itd.

Z tego zdumienia wyrywa człowieka fragment Listu do Rzymian: „…od stworzenia świata niewidzialne Jego (Boga) przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się  wymówić od winy, ponieważ choć Boga poznali nie oddali Mu czci jako Bogu ani  Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi…”(Rz 1, 20-22).

Warto sięgnąć do tego Listu i przeczytać dalsze wiersze z I rozdziału aż do 32 wiersza. Jest tam co nieco również o LGBT.

Krystian Wojaczek

DNI PRAWDY

        Wygrane przez Zjednoczoną Prawicę wybory stworzyły przestrzeń do odsłonięcia przyłbicy. Powstała sytuacja pozwala zobaczyć rządzących takimi jakimi w rzeczywistości są. Symptomy pewnych negatywnych cech ugrupowania były widoczne wcześniej. Były jednak przykrywane deklaracjami, które mogły być traktowane jako dementi. W obecnej sytuacji, pozbycia się strachu przed utratą władzy są po prostu sobą. Warto więc przyjrzeć się im.

Poprzednią kadencję prezentowali się jako ugrupowanie dbające o rodzinę. Tymczasem świadomie utrzymują prawo do aborcji eugenicznej. Co więcej blokują w Trybunale Konstytucyjnym pytanie o konstytucyjność tego prawa. W obecnej kadencji sejmu komisja rodziny została oddana przedstawicielce SLD (wiadomo jakie są plany SLD i Wiosny w kwestiach rodziny). J. Gowin, którego ponownie uczyniono wicepremierem wyraźnie broni funkcjonowania ideologii (nie teorii) genderyzmu. Na rozwijanie tej ideologii, radykalnie szkodliwej dla rodziny idą nasze pieniądze z podatków. Biorąc pod uwagę nie tylko szkodliwość tej ideologii, ale przede wszystkim jej nonsensowność Gowin powinien być ścigany z równą determinacją jak ci, którzy wyprowadzają podatek VAT. Tymczasem jest wicepremierem.

Najgorsze w tym  wszystkim jest to, że topowi przedstawiciele ugrupowania deklarują się jako działający na rzecz Kościoła i rodziny. Uczestniczą w Eucharystii, pozostając w radykalnej sprzeczności z nauką Kościoła. Nie jest wykluczone, że płynąca stąd dezinformacja dla wierzących w Polsce jest groźniejsza aniżeli ataki wprost liberałów, czy lewaków. Wygląda na to, że ugruntowana już w Polsce ubecka metoda podszywania się pod tych, których się niszczy ma swoją kontynuację. Niejaki Otua-Bolek, z obrazem Matki Bożej w klapie marynarki jest tu klasycznym przykładem.

Krystian Wojaczek

METODA SYNERGII W STARCIU Z IDEOLOGIĄ LGBT

        Metoda synergii jest metodologicznie poprawnym zestawieniem, w poszczególnych kwestiach, nauczania Kościoła (jako modelu) i czerpanych z  nauk szczegółowych rozwiązań know how. Jako taka jest wręcz konieczna we współczesnych zmaganiach, nie tylko duszpasterstwa, ale społeczności Kościoła z zagrożeniami ideologii spod tęczowej flagi. Nic dziwnego, że grunt pod to rozwiązanie przygotował, w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku Sobór Watykański II, głównie w konstytucji Gaudium et spes.

Siła perswazyjna metody synergii polega na ukazywaniu zgodności rozwiązania modelowego, czerpanego z nauki Kościoła z badaniami naukowymi. W ten sposób wytrąca, promowanej przez różne instytucje, ideologii LGBT główny argument „naukowości”. Przypomnijmy, że „jedynie słuszna” ideologia spod znaku czerwonego sztandaru przez dziesiątki lat była określana „światopoglądem naukowym”. Nadal, wyniesiona do roli bóstwa „naukowość” jest podpórką neomarksistowskiej rewolucji. Tu się nic nie zmieniło, poza zastąpieniem czerwonego sztandaru tęczową flagą a dyktatury proletariatu dyktaturą mniejszości seksualnych.

Niemrawa reakcja instytucji Kościoła w Polsce (poza wyjątkami jak abp. Jędraszewski) wynika ze słabego przygotowania duchowieństwa a w konsekwencji i wierzących świeckich. Dodatkowo okres poprzedzający ideologiczne uderzenie w Polsce poprzedziło, teraz widać to wyraźnie, uderzenie wewnątrz szeregów duchowieństwa, podważające zaufanie do nauki Soboru Watykańskiego II. Właściwe środowiska duchownych dobrze wiedzą o czym piszę i powinny zrobić solidny rachunek sumienia, sobie, nie innym!

Krystian Wojaczek